3°C lekkie zachmurzenie

Artur Kosicki: Zasadą naczelną mojej kadencji będzie kolegialność

Wiadomości, Artur Kosicki Zasadą naczelną mojej kadencji będzie kolegialność - zdjęcie, fotografia

Dla wielu była to spora niespodzianka. W minioną sobotę na szefa miejskich struktur Prawa i Sprawiedliwości został wybrany Artur Kosicki, młody prawnik, doradca ministra rolnictwa, Krzysztofa Jurgiela. Kiedy opadły już emocje, można było chwilę porozmawiać. Rozmawialiśmy z nim o polityce, wyborach samorządowych i tym, jak ma zamiar kierować dużą partią w Białymstoku.

(DDB) Bez zbędnych wstępów. Czy już do Pana dotarło, że właśnie wyszedł Pan z drugiego lub dalszego szeregu na pierwszy plan?

(Artur Kosicki) - W Prawie i Sprawiedliwości nie ma takiej klasyfikacji. Jesteśmy polityczną rodziną. Oczywiście różnimy się, czasami spieramy, ale jak to we wspólnocie, każdy ma równe prawa, możliwości i obowiązki. Moim obowiązkiem od soboty jest kierowanie pracami białostockiej organizacji. Tak odbieram sobotni werdykt koleżanek i kolegów.

Nie boi się Pan, że sobie nie poradzi z kierowaniem największą obecnie w Polsce partią? Na dodatek kierować Pan przecież będzie partią w największym mieście województwa podlaskiego

- Czuje wielką odpowiedzialność, którą łagodzi świadomość, iż nie jestem sam. Przy mnie jest wielka, silna grupa członków i sympatyków PiS, doświadczonych polityków, samorządowców, ludzi oddanych służbie mieszkańcom. Damy radę.

Wewnątrz partii ma Pan nie tylko osoby przychylne Panu, ale także i tych, którzy Pana w wyborach wewnętrznych nie poparli. Będzie Pan ich teraz do siebie przekonywał? Czy skupi się raczej na forsowaniu własnych pomysłów z osobami, z którymi Panu po drodze, ale bez udziału osób Panu nieprzychylnych?

- Największym błędem w zarządzaniu organizacją jest marginalizowanie osób myślących inaczej, mających odmienne poglądy. To marnowanie potencjału, który jest niezbędny, aby realizować ambitne projekty, a takie przed nami. Jak już wspomniałem, mimo różnic, jesteśmy polityczną rodziną. Jesteśmy razem. Każdy znajdzie zajęcie, aby pracować na rzecz białostoczan.

Czy wybór Pana na szefa miejskich struktur w Prawie i Sprawiedliwości można traktować w charakterze kandydata na prezydenta Białegostoku?

- To byłaby nieuprawniona interpretacja. PiS kandydata na prezydenta wybierze w innym trybie i czasie.

To kiedy będzie znany kandydat? Wiele osób już oczekuje nazwiska i być może większej aktywności PiS w tym względzie, chcą wiedzieć, czego mają się spodziewać

- Decyzja w tej kwestii zostanie podjęta przez upoważnione do tego, statutowe organy partii i zapewniam, że trzeba będzie na nią jeszcze poczekać. Jedno jest pewne; powalczymy o prezydenturę w Białymstoku. Wierzę, że tym razem skutecznie.

Jest Pan bliskim współpracownikiem ministra Jurgiela. Czy to znaczy, że w Białymstoku będzie Pan realizował jego politykę, czy ma Pan własną wizję kierowania partią?

- Przepraszam, ale to nie jest najtrafniejsze ujęcie zagadnienia. W PiS nie ma praktyki polityk polityków (śmiech). Znane są takie przypadki w partiach totalnej opozycji, których to członkowie decydowali o losach kraju podczas prywatnych bankietów, przy knajpianych stolikach. PiS jest partią transparentną. Naszą dewizą jest służba Polakom, na każdym szczeblu zarządzania. Nie ma więc mowy o prywacie. Jedyną możliwą polityką jest więc polityka propaństwowa, propolska.

Strategia do wyborów samorządowych już jest?

- Oczywiście. Na szczeblu lokalnym ogłosimy ją po zatwierdzeniu przez nowy Zarząd i struktury regionalne. Istotne jest, aby proces wyborczy koordynować w skali województwa, aby osiągnąć efekt synergii.

Kogo zabiera Pan ze sobą na pokład, aby skutecznie zbierać głosy wyborców? Radnych miejskich? Inne ugrupowania prawicowe?

- Każdego, kto podpisze się pod programem Prawa i Sprawiedliwości, komu nie obca jest dobrze rozumiana służba publiczna. Na pewno zabraknie miejsca dla osób, które za cel stawiają sobie jedynie budowanie własnych karier, załatwianie niejasnych interesów, ustawiania się korzystając z koniunktury politycznej. Takim osobom dziękujemy.

Wybory samorządowe będą chyba trudne. Scena polityczna mocno się spolaryzowała. Ludzie widzą tylko dwie strony konfliktu. Jak chce Pan przekonać ludzi nieprzekonanych do swoich pomysłów na Białystok?

- Od lat w starciu wyborczym uczestniczą te same siły. Z jednej środowiska prawicowe, patriotyczne, walczące o silną, uczciwą, suwerenną, przyjazną Polakom Ojczyznę. Z drugiej zaś serwilistyczne ugrupowania, osoby, koterie nastawione jedynie na uzyskanie władzy dla niej samej, co w efekcie prowadzi do wypaczenia idei praworządności, a w skrajnych przypadkach do powstawania struktur wręcz o charakterze mafijnym. To walka o Polskę.

A największe dotąd błędy PiS w Białymstoku? Były takie?

- O niedociągnięciach, występujących w pracy każdego z nas, porozmawiamy najpierw we własnym gronie. Publiczne analizowanie potencjalnych uchybień bez wcześniejszej dyskusji z koleżankami i kolegami uważam za niewłaściwe. To właśnie byłby błąd. (śmiech).

Jakie są najpilniejsze trzy sprawy – Pana zdaniem – do załatwienia w Białymstoku?

- Tych spraw jest mnóstwo. Trudno nadać im ranking. Niewątpliwie najistotniejszą jest otwarcie miasta na inwestorów, ale także stworzenie przyjaznego środowiska dla lokalnego biznesu, nie tylko dla wybranych firm. Dokonania obecnego prezydenta w tym zakresie można określić jednym słowem – katastrofa. Przez ponad dekadę rządów Pana Truskolaskiego miasto w wyścigu o inwestorów wlecze się w ogonie, dzierżąc czerwoną latarnię. Osławione inwestycje drogowe, za miliardy złotych, pomnikowe dzieła duetu Truskolaski – Poliński, zamiast przyciągnąć inwestorów doprowadziły do awansu Białegostoku w… niechlubnym rankingu najbardziej zakorkowanych miast w Polsce. A miało być tak pięknie… .

Tu ocieramy się o Radę Miasta i klub radnych PiS. W mojej ocenie radni tego klubu nie wykorzystują nawet w 50 proc. możliwości, jakie daje im większość. Czy Pan też tak to ocenia?

- Proszę wybaczyć, ale nie dam się wciągnąć w publiczną ocenę pracy klubu radnych PiS przed debatą z zarządem i radnymi. Taka dyskusja jest przed nami. Naturalnie istnieje wiele tematów do omówienia. Należy jednak zauważyć, że większości w Radzie Miasta niezwykle trudno jest wykorzystać maksimum możliwości w sytuacji tak negatywnej wobec PiS postawy Prezydenta. Truskolaski utwierdzany przez „dwór” o swojej nieomylności nie traktuje rady, jako organu stanowiącego. Według niego rada to organ…wykonawczy, bez dyskusji zatwierdzająca wolę suwerena. To pogwałcenie idei, która legła u podstaw reformy wprowadzającej samorząd terytorialny w Polsce. Postawa wykluczająca właściwe, pełne wykorzystanie potencjału społecznego w samorządzie.

Niebawem u konkurencji, to znaczy w Platformie Obywatelskiej, są również wybory. Pogratuluje Pan nowemu szefowi struktur PO w Białymstoku?

- Już mogę pogratulować. Po co czekać na wybory? W PO, jak na partię nauczającą Polaków zasad demokracji, przed wyborami ustalono, kogo w tajnym głosowaniu wybiorą uprawnieni. Przewodniczący Tyszkiewicz wzorce zapewne implementował z Białorusi.

Pogodzi Pan obowiązki doradcy ministra z kierowaniem strukturami partyjnymi w największym mieście naszego województwa?

- Skoro Pan Krzysztof Jurgiel potrafi podołać obowiązkom ministerialnym i szefa regionu nie mogę, zachowując proporcje, być gorszym. (smiech)

Kiedy będą podejmowane pierwsze decyzje przez nowego miejskiego szefa PiS? I co to będzie – jeśli Pan może uchylić nieco kuluarów?

- Zasadą naczelną mojej kadencji będzie kolegialność. Pierwsze i kolejne decyzje podejmę wspólnie z nowo wybranym Zarządem i będą to uchwały organizujące pracę struktur na najbliższe miesiące. Niebawem wkraczamy w rok wyborczy. Przed nami gorący czas, czas na „dobrą zmianę dla Białegostoku”.

(Rozmawiała Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)

Artur Kosicki: Zasadą naczelną mojej kadencji będzie kolegialność komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na fakty.bialystok.pl