15°C rozproszone chmury

Białystok i turystyka czyli miś i protokół zniszczenia

Felietony, Białystok turystyka czyli protokół zniszczenia - zdjęcie, fotografia

Wykorzystałem urlop i wyjechałem na trochę z miasta. Poleniuchowałem na plaży, ale i trochę pozwiedzałem. Była też okazja pogwarzyć ze znajomymi z różnych stron Polski. Zachęcali mnie do odwiedzania swoich miast i miasteczek, mówili o atrakcjach turystycznych. Ba, niektórzy dali mi jakieś foldery, adresy i opowiadali, że turyści u nich przyjmowani z otwartymi ramionami. Ja w odpowiedzi mogłem zadeklarować jedynie żarliwą miłość do Białegostoku i opowieści jak jest tu pięknie. O tym jak prezydentiat Białegostoku przyjmuje turystów dyplomatycznie milczałem. Bo ni cholery nie rozumiem jaki ma na to pomysł...

Bo jaki pomysł na turystykę ma Białystok? Wie to może ktoś? Proszę tylko o jakiś sensowny wywód, a nie cytaty z jakichś zakurzonych strategii rozwoju miasta i urzędniczego koncertu życzeń wobec turystów. Ja go nie widzę. 

Białystok co roku wydaje miliony złotych na promocję. W zasadzie nie wiem w jakim celu wydawane są te pieniądze. Jaka myśl - poza potrzebą wydania publicznej kasy - tym kieruje i jakie ma przynieść korzyści? Jaką konkretnie promocję na przynieść wydanie milionów złotych na sport (głównie Jagiellonię)? I proszę mnie dobrze zrozumieć - ja nie analizuję w tym miejscu czy miasto powinno wspierać Jagiellonię czy nie. Pytam jedynie jaką konkretną promocję ma dać przekazanie Jadze kasy akurat w ten sposób? Czy ktoś liczy na to, że do Białegostoku zjadą się kibice z kraju podziwiać grę żółto-czerwonych? Jeśli tak, to pomysłodawcę należy odlać w brązie i wysłać do Sevres jako symbol bezdennej głupoty. Czy może wydanie milionów złotych na promocję sportową ma spowodować, że kibice wybiorą się do Białegostoku pozwiedzać miasto? Jeśli nawet to zrobią to akurat sportowych atrakcji u nas nie uświadczą. Bo jeśli nawet fan Barcelony, Bayernu czy Manchesteru United wybierze się do miasta, gdzie grają te kluby to ma szansę obcować ze swoimi ukochanymi barwami. Zwiedzi muzeum, połazi po stadionie, obejrzy pamiątki.

W Białymstoku nie ma muzeum Jagiellonii, ani muzeum sportu. Jest za to melepeta w randzie wiceprezydenta, która obiecywała powstanie takiego przybytku. I jak to zwykle w przypadku tego indywiduum skończyło się na gadaniu. Jakby kto chciał zamiast muzeum obejrzeć melepetę to też tego nie zrobi, bo ma gabinet strzeżony przez urzędoli, wzmacniane drzwi i szyfry. A odwiedzony potrafi wyzwać od najgorszych czego ostatnio doświadczyli dziennikarze telewizji. Z kolei szanse na to, że Białystok zaczną odwiedzać kibice sportowi, którzy wybiorą się do nas na imprezę sportową jest równa zeru. Po pierwsze: jeśli ktoś miasta nie zaprosi do udziału to ono samo nawet nie zauważy, że jakaś szansa na udział jest. Przykład: młodzieżowa mistrzostwa świata w piłce nożnej, które prezydenci przegapili, bo czekali aż PZPN zechce ich łaskawie poprosić do składania wniosku o udział.

Po drugie: brak bazy sportowej do treningów i lotniska. Jakby prezydent Tadeusz Truskolaski i jego dyżurny zastępca od psucia sportu nie wiedzieli to zawiadamiam, że nie ma takiej dyscypliny sportowej, którą sportowcy startujący w dużych międzynarodowych zawodach, mogliby uprawiać na boiskach szkolnych i orlikach. A takimi świątyniami sportu chwalą się władze Białegostoku i z nich czynią przedmiot dumy. No chyba, że zagramy w Białymstoku finałowy turniej Play Arena. A co do lotniska to też zawiadamiam, że wycięcie Lasu Solnickiego pod pretekstem budowy pasa startowego nic nie pomoże. Obiekt o parametrach, które buduje Białystok to świetne miejsce dla załatwienia posad samym swoim, wydania kasy dla spółek i spółeczek administrującym tym czymś i ględzenia o dostępie do świata. Jeśli Krywlany to ma być nasze okno na świat to znaczy, że Białystok będzie do kontaktów ze światem będzie miał pośredniego coś między lufcikiem, a klapą dla kota lub psa. Powodzenia! Kibiców i turystów tym nie zwabimy, choćbyśmy wykorzystali cały potencjał baloniarstwa jakim chlubi się Białystok. Nawiasem mówiąc to Krywlany - po tej całej inwestycji - mogą się stać miejscem, gdzie właśnie loty balonem będą częstsze niż samoloty pasażerskie. 

Wracając jednak do meritum - Białystok nie zachęca niczym turystów. Zwiedzanie Pałacu Branickich zajmuje około godziny (o ile jest otwarty), drugą zajmie oblecenie katedry i tych kilku obiektów w centrum, które akurat będą otwarte i da się do nich wejść. I koniec atrakcji! Nawet Tadeusz Truskolaski w stroju ludowym z Rafałem Rudnickim przybranym w kontusz tańczący pod ratuszem menueta z posłem Krzysztofem Truskolaskim grającym na fujarce nie sprawią, że turyści będą mieli powód, aby zostać tu dłużej. Nie mamy żadnego systemu eksponowania atrakcji Białegostoku, zachęcania do zwiedzania i wydawania pieniędzy na noclegi, charakterystycznego atutu, którym gramy. Kruszyniany chwalą się tatarskimi i muzułmańskimi akcentami, Supraśl uzdrowiskiem i babką ziemniaczaną, Augustów ma jeziora, Tykocin zamek i synagogę, a Białystok? Dobre chęci wszechobecnego Tadeusza Truskolaskiego otwierającego, witającego i głoszącego swoją chwałę. 

Specjalnością Białegostoku nie jest czyste powietrze, bo z bezskutecznej walki ze smogiem lub udawania, że go tu nie ma władze miasta uczyniły groteskową parodię. Białystok nie wabi też ekologią i naturą, bo beton, asfalt i kostka brukowa zastąpiła w stolicy Podlasia każdą możliwą do zamurowania piędź ziemi. Doszło to do takiego stopnia, że czasami jadąc koło kwietnych klombów na rondach, podejrzliwie zerkam, czy nie wyrastają one z asfaltu lub chodnika. Białystok pod rządami prezydentiatu Truskolaskiego stracił niemal jedną trzecią swojej zieleni. I nie są to dane moje tylko organizacji ekologicznych zazwyczaj zakumplowanych z prezydentem. W tej sytuacji nie ma co liczyć na wizytę w stolicy Podlasia osób szukających kontaktu z naturą lub łaknących świeżego powietrza. 

Białystok nie ma też szans na turystykę konferencyjną lub biznesową. Po pierwsze brak tu lotniska (pisałem o tym powyżej), a po drugie nie ma centrum konferencyjnego. Brak jest też wystarczająco dużej bazy noclegowej. I choć niedawno otwarto pierwszy w Białymstoku hotel pięciogwiazdkowy, to - jak zapewniają jego właściciele - większość miejsc jest zarezerwowana i niemal cały czas ma na spore obłożenie. Koncepcja, że na konferencje można wykorzystać operę lub teatr jest szalenie oryginalna. Zapewniam, że da się wykorzystać na ten cel także liczne sale szkolne, sale konferencyjne w magistracie i pewnie równie efektowne podziemia. Rzecz jednak nie w powierzchni, ale w tym aby obiekt taki był dostosowany do potrzeb konferencyjnych. Czyli miał wystarczająco duży parking (opera odpada), kawiarnie, restauracje, nagłośnienie, zaplecze (odpada teatr, podziemia i sale konferencyjne). Organizowanie raz na rok Wschodniego Kongresu Gospodarczego w budynkach Opery i pokazywanie, że można jest tak żałosne, że aż śmieszne. Pomijam już, że akurat ten event promuje Białystok głównie wśród osób, które do Białegostoku są już dawno przekonane. 

Białystok tak naprawdę nie ma nawet hasła turystycznego zachęcającego do odwiedzania. Bon-mot "Wschodzący Białystok" jest zabawny, wpada w ucho i jest intrygujący, ale... do czego zachęca ludzi, którzy widzą to hasło? Do przyjazdu do Białegostoku, żeby obejrzeć wschód słońca? Czy może do tego, aby sprawdzić, że Białystok leży na wschodzie? Widzę jeszcze jedną możliwość: wschodzący Białystok ma pokazać, że miasto ma potencjał i wschodzi jak słońce. Ale czy to jest powód do przyjazdu i oglądania jak się mury pną do góry? Nawiasem mówiąc jedyne mury jakie pną się w stolicy Podlasia to galerie i apartamentowce. Tu faktycznie Białystok wschodzi i to na potęgę. Z alternatywnych atrakcji można jeszcze zwiedzić Bojary i obserwować samozapalające się stare domy uprzejmie zostawiające miejsce dla kolejnych apartamentowców. 

Jak to zatem jest z tą polityką turystyczną w Białymstoku? Jest przecież wypasiona strona internetowa na bialystok.pl, są foldery i oficjalne wypowiedzi prezydentów, że turyści i turystyka jest ważna dla miasta. Niestety jak tego słucham i czytam to przypomina się mi się kultowy "Miś". I monolog Ryszarda Ochóckiego do reżysera Hochwandera. 
- Ten miś odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo!" I to jest w punkt z białostocką turystyką. Jest jak słomiany miś - ma kosztować i spokojnie sobie zgnić. A potem - jak powiedział Hochwander zrobi się protokół zniszczenia. 

(Przemysław Sarosiek/ Foto: podlaska.policja.gov.pl)

Białystok i turystyka czyli miś i protokół zniszczenia komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na fakty.bialystok.pl