21°C pochmurno z przejaśnieniami

Białystok to złe miejsce dla zabytków. Czy program ich ochrony coś zmieni?

Wiadomości, Białystok miejsce zabytków program ochrony zmieni - zdjęcie, fotografia

Białystok nie jest miastem zabytków. Stolica Podlasia nie jest bogata w stare budowle, którymi mógłby się chlubić. Niewiele jest też miejsc przypominających jak wyglądało miasto sto i więcej lat temu. Pod rządami obecnej ekipy Białystok traci resztki swojej historycznej tożsamości, zyskują natomiast deweloperzy wykorzystujący każdą przestrzeń w centrum miasta, aby postawić budynki i biurowce i zarobić. W Białymstoku dobrze mają się tylko te zabytki, którymi zarządzają duchowni, samorząd wojewódzki lub uczelnie. Pałacyk Gościnny i Arsenał to wyjątki potwierdzającym regułę.

To jednak irytujące, że ludzie rządzący Białymstokiem mają gębę pełną frazesów o szacunku do przeszłości, tradycji, kulturze, tolerancji i wielokulturowości jaką miał Białystok w poprzednich stuleciach. Kiedy jednak mowa o materialnych świadectwach tamtego świata ich szacunek zastępowany jest przez pragmatyzm. Nie pamiętam żadnego przypadku pod rządami Tadeusza Truskolaskiego, aby władze miasta stanęły w obronie jakiekolwiek zabytku jeśli jego dezintegracji chciałby lokalny biznes. Kiedy obiekt był ewidentnie zabytkowy wówczas miasto wystawiało go na sprzedaż po promocyjnych cenach. Sprzedając zastrzegało obowiązek remontu przez nowych właścicieli po czym... zapominało go egzekwować. 

Nic dziwnego, że Białystok w oczach mieszkańców to miejsce, w którym trzeba kochać zabytki, bo bardzo szybko odchodzą. Stare drewniane domy płoną na Bojarach i na kilku innych historycznych osiedlach. Najczęściej doznają nieznanych prawom chemii i fizyki samozapłonów ku radości inwestorów czekających aż miasto da im możliwość zbudowania tam czegoś co przyniesie zysk. Rozbierane są zabytkowe kamienice i nieruchomości w ścisłym centrum miasta i zastępowane wieżowcami, a ich nowi właściciele awanturują się kiedy radni nie pozwalają im tam budować liczących kilkanaście pięter wieżowców. W ich przekonaniu ważny jest zysk i biznes, a to że miasto traci swój historyczny wizerunek szpecony wielopiętrowymi potworkami z betonu jest mało istotne. Do niedawna w panoramie centrum miasta najwyższymi punktami były kościół świętego Rocha i katedra farna. Obecnie pojawił się szpecący panoramę wieżowiec przy Galerii Jurowiecka, w którym jest hotel Ibis. A właściciel tych gruntów nie posiada się z oburzenia, że nie pozwala mu się budować kolejnych betonowych szkaradzieństw. Panorama centrum niszczą też apartamentowce przy Jurowieckiej, które powstają w danych korytarzach wietrzenia miasta. Obecnie - w dobie smogu - magistrat uznał, że nie są potrzebne... Miasto sprzedało kamienicę Truskolaskiej (budynek przy Dąbrowskiego), Pałac Lubomirskich (Dojlidy) i obecnie próbuje sprzedać Domek Napoleona. A, że nie ma chętnych na ruinę to niebawem zawali się on ku radości paru inwestorów, którzy miejsce przy Alei Jana Pawła uważają za dobrą lokalizację pod nowe bloki mieszkalne. W tym samym czasie miasto stara się o fundusze unijne i wydaje miliony złotych na adaptację m.in. "Małego Kopernika" na Stadionie Miejskim zamiast rozważyć wykorzystanie miejskich zasobów - np. właśnie Domku Napoleona. 

Czy nowy Gminny Program Ochrony nad Zabytkami uchwalony niedawno przez radnych coś zmieni? To trudne pytanie, ale chyba tak. Poprzedni stracił moc obowiązującą w 2011 roku a prezydentowi i jego miejskim konserwatorom zabytków stworzenie tego dokumentu niespecjalnie spędzało sen z powiek. Program - jeśli będzie przestrzegany - wprowadzi do strategicznych celów ich ochronę. Problem w tym, że zdaniem konserwatora program ten ma doprowadzić do zdobycia zewnętrznych funduszy na renowację zabytków np. przez ich sprzedaż z 50 procentową zniżką lub zmniejszeniem podatków. Zniżka faktycznie jest udzielana, ale magistrat kompletnie odpuszcza egzekwowanie obowiązku remontu zabytkowych kamienic. Klasycznymi przypadkami są Pałac Lubomirskich i kamienica Truskolaskiej. To co przeraża to fakt, że miasto kompletnie ignoruje możliwości restauracji zabytków, które posiada. A taką możliwość stwarzał m. in. program rewitalizacji, który w Białymstoku sprawę zabytków kompletnie pominął. 

Program jest niestety ogólnikowy i wspomina jedynie o kontrolach zabytków oraz współpracy z NGO-sami w tej sprawie. Nakłada na miasto obowiązek przeznaczania środków na restaurację zabytków. Problem w tym, że Program nie wpisuje jakie to mają być kwoty, nie gwarantuje pewnego minimum. Zaznacza, że dobrze byłoby gdyby miasto znalazło na to środki. 

Białystok stawia na turystykę i władze miasta chlubią się tym, że do stolicy Podlasia coraz częściej zjeżdżają turyści. Rzecz jednak w tym, że nie będą oni przyjeżdżać oglądać geniuszy z magistratu lub podziwiać Stadionu Miejskiego. Nie zjadą nad Białą patrzeć z podziwem na nowe apartamentowce lub biurowce albo spacerować nad śmierdzącą ściekami rzeką Białą. I nawet zbudowanie wypasionych bulwarów niewiele tu zmieni, bo spragnieni spacerów nad wodą zatrzymają się nad Narwią, Biebrzą czy pojadą do Augustowa nad jeziora. Wielkomiejskie City w lepszym wydaniu można obejrzeć w Warszawie, a bulwary zwiedzić nad Wisłą. Jeżeli władze miasta tego nie zrozumieją to kontakt turystów ze stolicą Podlasia ograniczy si do dworców PKP i PKS, a Białystok potratują jako miejsce przesiadki lub tranzytowy punkt na mapie. I nawet naturalnej wielkości pomniki Tadeusza Truskolaskiego i odpowiedzialnego za zabytki Rafała Rudnickiego nie skłonią ich do pozostania chwili dłużej niż to konieczne w mieście, w płonących drewnianych chat i rosnących wieżowców. 

(Przemysław Sarosiek/ Foto: ASM)

Białystok to złe miejsce dla zabytków. Czy program ich ochrony coś zmieni? komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się