Czterdzieści lat wśród kwiatów


Fakty Białystok
14/03/2019

Wiadomości




Pani Aldona. Właścicielka jednej z białostockich kwiaciarni. Jednej z najstarszych w mieście.

- Jak to się wszystko zaczęło?

- Zawołam męża, dobrze? – mówi Pani Aldona – On lepiej pamięta!

- A do zdjęcia nie chcecie państwo razem stanąć? – pytam

- Żona ładniejsza - śmieje się Pan Waldemar – Wszystko zaczęło się w 1979 roku. Pracowałem wówczas w biurze projektowym. Zaczynał się kryzys, brakowało zamówień, nie było pieniędzy na podwyżki. Dyrektor zaproponował, abym zapisał się do partii, gdy zaś omówiłem, powiedział, że droga moich awansów się właśnie skończyła. Tymczasem kolega sprzedawał kiosk – 2X2 m. Postanowiliśmy z żoną kupić i założyć kwiaciarnię. Otwarcie było 29 marca 1979 roku.

- Dokładnie 40 lat temu! A skąd braliście kwiaty? – pytam - Przecież był kryzys!

- Po kwiaty jeździliśmy do Warszawy, Wsiadało się w auto o 21:00 i po północy trafiało na giełdę. Giełda ruszała o 1:00 w nocy. Kto przyjechał później zastawał już puste stragany. O towar trzeba było walczyć.

- Jakie kwiaty wówczas były? – pytam

- Goździki, gerbery, róże. Potem nastał stan wojenny i trzeba było zdobywać przepustki na wyjazd z miasta. Kolejna sprawa to benzyna. Była przecież na kartki. Woziliśmy więc w aucie wódkę, aby na zaprzyjaźnionych stacjach dostać trochę paliwa.

- A potem przyszedł rok 1989 i … - zawieszam głos

- I kwiaty zaczęły przyjeżdżać z Holandii. Co oznaczało, że polscy hodowcy kwiatów zaczęli bankrutować. Wówczas już nie kupowaliśmy na giełdzie, ale bezpośrednio u producenta. Jeździliśmy do szklarni, więc widzieliśmy to na własne oczy.

- Wam bankructwo chyba nie groziło, gdyż kwiaciarnia jest w pobliżu kilku dużych cmentarzy - mówię

- Tu wokół jest osiem kwiaciarni. To naprawdę ciężka praca. Ale kochamy to. Te czterdzieści lat minęło jak z bicza trzasł!

- A czy zdarzyło się coś ciekawego w tym czasie? Co Państwo zapamiętali

- Ja zapamiętałam pewnego zakochanego pana – mówi Pani Aldona – Kupił na oświadczyny bukiet ze 100 róż. Ale podobno został odrzucony.

- Bukiet czy narzeczony? – pytam

- Narzeczony – odpowiada Pani Aldona

- Ja zaś pamiętam, jak przyszło trzech panów, mówią, że są z Solidarności i pytają czy zrobimy wieniec na pogrzeb księdza Jerzego Popiełuszki. Byli podobno już w kilku kwiaciarniach, ale tam się bano. Wsiadłem w samochód i pojechałem do Warszawy po kwiaty. Pięknie wyszedł ten wieniec. Biało czerwony.

(Wojciech Koronkiewicz)

 




Czterdzieści lat wśród kwiatów - komentarze opinie




Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej


Ostanio w Wiadomości


TOP 5

Ogłoszenia

wróć

pełna wersja portalu