11°C lekki deszcz

Demokracja na pewno jest zagrożona w Białymstoku

Wiadomości, Demokracja pewno zagrożona Białymstoku - zdjęcie, fotografia

Polscy powstańcy i żołnierze ginęli na wszystkich frontach na każdym kontynencie. Ginęli za „Wolność Naszą i Waszą”. Teraz ta wolność jest zabierana w Białymstoku i to przez osoby ze środowisk, które jeszcze niedawno krzyczały wszem i wobec, że wolność i demokracja są zagrożone. Przykro, że zamilkli wtedy, gdy byli naocznymi świadkami odbierania wolności i swobód obywatelskich.

- Tato był w zgrupowaniu Chrobry II, w pierwszym batalionie „Lech Żelazny”. Przez lata był pomijany, choć zawsze brał udział w uroczystościach. Kiedy w końcu został zaproszony, był zbulwersowany tym, co zobaczył w Białymstoku. Bo jego koledzy ginęli, ale wtedy nikt nikogo nie pytał o sztandary, barwy polityczne. Wszyscy byli jak jedno, ginęli od tych samych kul, tego samego okupanta – mówi naszej redakcji Ewa Wroczyńska, córka powstańca – Mieczysława Wroczyńskiego, który miał być gościem honorowym białostockich uroczystości z okazji wybuchu Powstania Warszawskiego.

Miał być, ale nie był, ponieważ uroczystości zostały przerwane. Jak już informowaliśmy, prezydentowi Białegostoku nie spodobały się flagi i obecność przedstawicieli ONR. Nie zwrócił uwagi nawet, że właśnie zaproszony przez niego gość – Mieczysław Wroczyński, pseudonim „Stary” – sam był narodowcem. To w jego batalionie walczyli w powstaniu narodowcy z przedwojennego ONR-u. I mimo, że Tadeusz Truskolaski zaprosił powstańca na uroczystości, nawet się z nim nie przywitał. Na miejscu kombatantem opiekowali się członkowie ONR, radni oraz obecni przedstawiciele Patriotycznej Jagiellonii.

- Najpierw przywieźli nas ci młodzi chłopcy z ONR-u, później samochodem służbowym wiózł nas pan z IPN-u, a na miejscu zaopiekowali się nami radni i ci z Patriotycznej Jagiellonii oraz chłopcy z ONR-u. Nikt z władz nie podszedł do nas, żeby się przywitać ani podczas koncertu, ani w dniu uroczystości. Choć powiem, że jeszcze podczas koncertu był pan z WOAK-u, który z nami rozmawiał – opowiada Ewa Wroczyńska.

Tadeusz Truskolaski zaprosił nie tylko powstańca Mieczysława Wroczyńskiego. Kilka dni przed planowanymi uroczystościami zaprosił na nie również wszystkich mieszkańców Białegostoku. Dopiero na miejscu okazało się, że jednak nie wszystkich. Tylko że od razu w zaproszeniu nie pojawiała się informacja, kto może przyjść, a kto nie może, co ze sobą można mieć, jak zaproszeni ludzie powinni być ubrani i co mogą mówić, albo jakie okrzyki wznosić. Bo zagłuszono muzyką nawet okrzyki: „Cześć i chwała bohaterom”.

Oczywiście, że prezydentowi może się nie podobać ONR, radni PiS-u, czy Patriotyczna Jagiellonia. Mogą się także nie podobać kombatanci i zaproszony Powstaniec. Tylko dobrze by było, aby prezydent takich osób wówczas nie zapraszał i nie robił z siebie i naszego miasta pośmiewiska. Można zrozumieć także i to, że ONR ma wielu przeciwników w Polsce. Nie podobają im się flagi, okrzyki, poglądy. Tylko jest jeden zasadniczy wątek – ONR jest legalnie działającą w Polsce organizacją. W samym zaś Białymstoku nie było i do chwili obecnej nie ma żadnych postępowań prowadzonych przeciwko tej organizacji, które zakończyłyby się wyrokiem sądu karnego. Mówienie o tym, że ONR propaguje faszyzm, jest dużym nadużyciem, ponieważ nikt tego nie potwierdził. Gdyby tak się stało, organizacja byłaby zdelegalizowana. Ale nie jest. O czymś to świadczy.

Świadczy przede wszystkim o tym, że jeśli jest to organizacja działająca legalnie, ma prawo brać udział we wszelkich uroczystościach, na równi z innymi organizacjami działającymi legalnie w Polsce. Na dodatek ma prawo również wygłaszać swoje poglądy, zaś cenzura jest zakazana. W tym przypadku prezydent Białegostoku mógł złamać Konstytucję, konkretnie jej 54 artykuł. To w nim mowa jest o tym, że każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów.

- Prezydent miasta, podobnie jak każdy obywatel, ma obowiązek przestrzegania Konstytucji. Jednocześnie powinien pamiętać, że każdy w Polsce ma zagwarantowaną wolność wyrażania swoich poglądów. Jako osoba pełniąca funkcję publiczną i pochodząca z wyborów powszechnych, prezydent powinien łączyć, a nie dzielić. Zatem w tym przypadku prezydent popełnił poważny błąd – komentuje redakcji DDB dr z Uniwersytetu w Białymstoku, Jarosław Matwiejuk, konstytucjonalista.

Co jest jeszcze bardziej smutne w całej tej sytuacji, że jeszcze nie tak dawno prezydent narzekał, że jest dyskryminowany politycznie. Teraz sam cenzuruje i to jawnie, w zasadzie zrobił to na oczach wszystkich mieszkańców Białegostoku. Mało tego, próbował wykorzystać w tym celu służby mundurowe, które jednak stanęły na wysokości zadania i nie zdecydowały się wyprowadzić delegacji ONR-u z miejsca uroczystości. Policja wiedziała, że gdyby tak się stało, naruszyłaby prawo, zaś funkcjonariusze, którzy by siłą wyprowadzili kogokolwiek z ONR-u, odpowiadaliby za to na podstawie kodeksu karnego.

Najbardziej jednak dziwi coś innego. Na miejscu byli obecni przedstawiciele Komitetu Obrony Demokracji, którzy choć nie mają żadnych tradycji patriotycznych, ani powstańczych, to od blisko dwóch lat narzekają i demonstrują w obronie demokracji, która ich zdaniem jest nie tylko zagrożona, ale wręcz łamana. Ale kiedy faktycznie dochodzi do działań, które mogą tę demokrację i Konstytucję naruszać, siedzą cicho. Nikt z obecnych na białostockich uroczystościach członków KOD-u nie zaprotestował, nie opowiedział się za przestrzeganiem demokratycznych swobód do wyrażania poglądów. Być może demokracja jest zagrożona tylko w tym przypadku, kiedy KOD-wcy o tym mówią, bo im akurat tak pasuje mówić. Istnieje jeszcze druga opcja, że od początku kłamali o łamaniu Konstytucji i zagrożeniu demokracji w Polsce. Wszystko po to, żeby oni i ich zwolennicy mogli jawnie dyskryminować pozostałych obywateli. Bo brak reakcji KOD-u na dyskryminację wobec ONR przez prezydenta można tylko tłumaczyć zgodą na dyskryminację. W języku polskim nazywa się to hipokryzją.

- To wyglądało strasznie, że władze tak zareagowały. Nie ma to nic wspólnego ani z patriotyzmem, ani z upamiętnieniem wybuchu Powstania Warszawskiego. Ci chłopcy ani nie krzyczeli, ani nie zachowywali się niegrzecznie. Myślę, że prezydent trochę podzielił społeczeństwo. Może nie wie, że stać pod własnym sztandarem, jest wyrazem dumy. Wyszło bardzo nieładnie – dodaje Ewa Wroczyńska, córka Powstańca, narodowca, którego prezydent sam zaprosił na uroczystości.

Jedno jest pewne, jeśli demokracja jest w Polsce zagrożona, to jest zagrożona przez tych, co mają jej obronę na ustach. To widać zresztą było od dawna, a w Białymstoku ujawniło się w pełni. Jest jeszcze druga rzecz absolutnie pewna. Prezydent swoją postawą znieważył zaproszonych gości i tych wszystkich, którym miał oddać hołd. Może i dobrze się stało, że finalnie tego hołdu oficjalnie nie złożył. Uroczystości wszak przerwano.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)

Demokracja na pewno jest zagrożona w Białymstoku komentarze opinie

  • gość 2017-08-21 22:36:36

    prezydent Truskolaski "popełnił błąd"? no raczej popełnił skór...stwo

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na fakty.bialystok.pl