6°C całkowite zachmurzenie

Manhattanu nie będzie. Paraliżu komunikacyjnego też nie będzie

Wiadomości, Manhattanu będzie Paraliżu komunikacyjnego będzie - zdjęcie, fotografia

Wyobrażacie sobie, że za 6-7 lat, nagle po godzinie siódmej rano, z Jurowieckiej i Fabrycznej, wyjeżdża prawie naraz około 500-600 samochodów? Po godzinie piętnastej tyle samo, albo i więcej wjeżdżałoby w tę samą okolicę. Wyobrażacie to sobie? A tak właśnie wyglądałby ten obszar miasta, gdyby inwestor wybudował bloki, jakie zaplanował na terenie po dawnym PKS-ie.

Można śmiało powiedzieć, że tylko człowiek bez umiejętności przewidywania skutków, zdecydowałby się na szaleńczą prośbę, jaką kierował do prezydenta i radnych od dłuższego czasu przedsiębiorca, który kupił grunty po dawnym PKS-ie. Jak podawaliśmy niedawno, w tym miejscu pierwotnie chciał wznieść wieżowce mieszkaniowe na wysokość nawet 55 metrów. Jego zapały ostudzili urzędnicy, którzy uznali, że 55 metrów to przesada i zaproponowali w projekcie planu miejscowego około 30 metrów w górę. Z tym, że i taka zabudowa mieszkaniowa na tym obszarze, oznacza kompletny paraliż komunikacyjny za kilka lat.

Jeszcze na posiedzeniu Komisji Zagospodarowania Przestrzennego w ubiegłym tygodniu, zastępca prezydenta Białegostoku – Adam Poliński – przekonywał radnych, że nie ma się czego obawiać i że w tym miejscu nic się nie zatka, ani nie zakorkuje. Podkreślał, że Jurowiecka, Fabryczna i w zasadzie Ciepła, to najlepiej przygotowany obszar w mieście, jeśli chodzi o rozwiązania komunikacyjne, w tym zwłaszcza transport publiczny. Obok są przecież przystanki komunikacji miejskiej, zaś zupełnie niedaleko centrum przesiadkowe.

- Analizowaliśmy różne rozwiązania i proszę zauważyć, że okolice ulicy Jurowieckiej są doskonale zorganizowane pod względem transportu zbiorowego. Są przystanki, jest niedaleko centrum przesiadkowe, miejsce jest najlepiej skomunikowanym obszarem w Białymstoku – mówił do radnych Adam Poliński.

Takie argumenty przemawiały za ustaleniem wskaźnika miejsc postojowych 1,0, czyli jedno miejsce postojowe na jedno mieszkanie. Z tym, że dziś mało kto posiada jeden samochód na jedno mieszkanie. Zazwyczaj są to dwa auta lub więcej. Dlatego istotny jest element parkowania, zwłaszcza w ścisłym centrum Białegostoku, gdzie i bez takich bloków mieszkaniowych, występuje problem z parkowaniem. Kiedy powstałyby bloki wielorodzinne i wprowadziliby się do nich mieszkańcy, cały obszar byłby zakorkowany. Wystarczy sobie wyobrazić, że z kilku wysokich bloków, wyjeżdżają do pracy młode małżeństwa, zabierające po drodze dziecko do żłobka, przedszkola lub do szkoły. Dziś mało kto prowadza dziecko pieszo do placówki, szczególnie gdy taki młody rodzic spieszy się do pracy.

Radni, choć nie wszyscy, dość przytomnie wskazywali na kłopoty, jakie mogą wyniknąć z pozwolenia na wysoką zabudowę mieszkaniową. I nie chodziło tylko o miejsca postojowe, ale również o korytarz wietrzenia miasta i bliskość rzeki Białej. Przecież już w tej chwili przy każdym większym deszczu po Jurowieckiej nie da się jechać. Woda sięga niekiedy niemal do wysokości szyb w samochodach. Stało się to po wybudowaniu galerii Jurowiecka oraz apartamentów praktycznie nad samą rzeką. Dalsza duża, ciężka i betonowa zabudowa, raczej nie poprawi tej sytuacji.

- Domniemujemy, że sąsiedztwo z taką zabudową będzie niezbyt komfortowe dla mieszkańców. Do tego mogą się pojawić problemy natury melioracyjnej. Na przykład poprzez wzrost ilości mieszkańców na danym obszarze – mówił podczas marcowej sesji Rady Miasta – Sławomir Jodłowski, mieszkaniec osiedla.

- My nie chcemy stać na drodze, aby to miasto wyglądało dobrze. Ale, żeby to miało sens. Na dzień dzisiejszy, ta cała zabudowa, która jest tutaj proponowana, to jest dżungla betonu – powiedział z kolei Rafał Zdanuczyk, także mieszkaniec dzielnicy z ulicy Fabrycznej.

Najważniejszym chyba jednak aspektem całej sprawy w związku z zagospodarowaniem terenu przy ulicy Jurowieckiej jest fakt, że przedsiębiorca, który kupował grunty, wiedział o ich przeznaczeniu. Musiał wiedzieć, że na tym terenie obowiązuje plan miejscowy, który wyklucza bardzo wysoką zabudowę wielorodzinną. Właśnie dlatego nabył grunty za taką cenę, za jaką kupiłby każdy, kto chciałby w tym miejscu zrealizować inwestycje transportowe lub usługowe. Przypominamy, że cena metra kwadratowego ziemi po dawnej zajezdni PKS Białystok, wyniosła zaledwie 700 zł. Gdyby na tym obszarze istniał plan miejscowy pozwalający na budowę wysokich bloków mieszkaniowych, cena byłaby co najmniej dwukrotnie wyższa.

Choć akurat podczas poniedziałkowej (26 marca) sesji Rady Miasta, radni już nie zabierali głosu w dyskusji, to w głosowaniu odrzucili plan proponowany przez prezydenta Białegostoku. Nie przekonały ich także słowa inwestora, który podkreślał, jak bardzo upodobał sobie Białystok i jak wiele zrobił dla uprzątnięcia terenów wokół galerii Jurowiecka, a także fakt, iż udostępnił mieszkańcom nieodpłatnie parking po przeciwnej stronie ulicy.

- Ja, jako inwestor, nie spadłem z księżyca. Jestem tu od ośmiu lat, dotrzymałem słowa, płacę – tak jak powiedziałem – 3,5 miliona złotych. Tyle co roku wpływa do kasy urzędu miasta. Jestem chyba sprawdzonym inwestorem, rzetelnym, oczekuję szacunku i możliwości działania, tak jak inni działają – mówił do radnych podczas marcowej sesji Konstanty Strus.

O ile można zrozumieć niezadowolenie dewelopera, które wynika z faktu, iż radni zdecydowali o tym, że nie zbuduje on swoich wysokich budynków mieszkalnych, o tyle trudno już by było zrozumieć innych inwestorów. Przecież gdyby wiedzieli, że na terenie, który w planie miejscowym nie pozwala na budowanie wysokich bloków mieszkaniowych, to mogliby je przecież kupić wiedząc, że i tak je postawią. Bo nagle prezydentowi i jego urzędnikom, już po kupieniu gruntów przez przedsiębiorcę, przyszło do głowy zmienić plan w taki sposób, żeby mógł on wybudować bloki.

Tymczasem przedsiębiorca zwracał się do radnych, mówił że ktoś nimi manipuluje, aby on nie mógł zrealizować swoich bloków mieszkaniowych. Ale sam nie miał refleksji, że to on może być manipulowany przez osoby, które obiecały lub uświadomiły mu, że plan miejscowy nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieni się na korzystny tylko dla niego.

- Ktoś państwem manipuluje. Nie pozwólcie się państwo manipulować. Każdy inwestor ma prawo być normalnie traktowany i ja tak chciałbym też być postrzegany w Białymstoku – mówił Konstanty Strus.

Pisaliśmy niedawno, że każdy inwestor, który chciałby być normalnie traktowany, powinien raczej wiedzieć co kupuje, jakie grunty, za jaką cenę i co na nich może budować. Nienormalnym traktowaniem w tym przypadku byliby objęci wszyscy pozostali inwestorzy. Gdyby stało się inaczej, to wiedząc o wyjątku, mogliby też przyjść na sesję Rady Miasta, do gabinetu prezydenta Białegostoku i domagać się korzystniejszych warunków dla swoich inwestycji. W tym przypadku tak się nie stało, Manhattanu przy Jurowieckiej nie będzie. Tak samo jak nie będzie korków i paraliżu komunikacyjnego za kilka lat.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)

Manhattanu nie będzie. Paraliżu komunikacyjnego też nie będzie komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na fakty.bialystok.pl