Smaczny Białystok, zupę chlebową kierunek Trzcianne - zdjęcie, fotografia
Fakty Białystok 24/05/2018 15:40

Nie zaniechaliśmy naszych kulinarnych wycieczek po Podlasiu. Mieliśmy lekką przerwę spowodowaną obowiązkami innego rodzaju. Co wcale nie zmienia faktu, że nadal docieramy tu i ówdzie w poszukiwaniu dobrej miski pożywienia, albo i całego talerza. Tak się składa, że jeszcze kiedy leżały śniegi, dotarliśmy w pięknie położone tereny, które teraz z pewnością wyglądają jeszcze piękniej. Podano nam bardzo dobrą zupę chlebową w Dworze Dobarz.

Kierunek na Trzcianne zdecydowanie polecamy obrać przy dobrej pogodzie. Najlepiej, żeby nie było ślisko, a koła były mocne, jak i całe zawieszenie. Litości! Przecież ta droga nie nadaje się nawet na pchanie taczki, a co mówić do jeżdżenia autem. Na szczęście nasza srebrna strzała, którą śmigamy po okolicy, przerobiła już takie wertepy, a nawet tatrzańsko-górskie spiralki, że przy zachowaniu ostrożności trzyma się szczątków jezdni, jakie pozostały na fragmentach drogi do Moniek i prawie całą część z Moniek aż do Dworu. Z tego względu drogę powrotną obraliśmy inaczej i było warto. Rozlewisko Biebrzy wyglądało bajecznie. Ale o tem… potem.

Na razie skupmy się na tym, co istotne, czyli – jak zwykle zakręciliśmy globusem Polski i wypadło nam na obiad jechać gdzieś w kierunku Augustowa, więc bez chwili namysłu pojechaliśmy… na Trzcianne. Miasteczko to niedaleko położone za pierwszą strefą dolarową, którą są Mońki. Drugą strefą, jakby ktoś nie wiedział – jest Grajewo. Na tym strefy dolarowe w regionie się kończą. Niezależnie od wszystkiego, do Dworu Dobarz, trzeba podjechać kilka kilometrów za Trzcianne. Tam już droga nawet nie jest we fragmentach, ale w strzępach. Przynajmniej taka była zimą. Jechaliśmy okrutnie wolno, bo cała była pokryta lodem we wszystkich brakujących fragmentach jezdni.

Okolica przepiękna, bo Dwór Dobarz znajduje się w zasadzie w Biebrzańskim Parku Narodowym. Pełno zieleni, drzew, a sam dwór zrobiony jest z bala, przykryty do tego dwuspadowym dachem z wióra osikowego. Wygląda jak dawny, klasyczny polski dwór. Na zewnątrz znajdziemy tablicę informacyjną o leśniku i miłośniku bagien – Kazimierzu Glinka – Janczewskim. A już nad samym wejściem wisi jemioła. Na ścianach przy drzwiach wejściowych świątki – czy cokolwiek to jest. Dla nas drewniane figurki wyglądają jak świątki. Wewnątrz przytulnie, ciepło, bo wszystko drewniane i z drzewa. Stoły z białymi obrusami zachęcają do rozgoszczenia się. Lokal ma wygodne, duże krzesła, albo dla miłośników twardszego siedzenia – drewniane ławy.

Obsługa szybko do nas podchodzi, podaje kartę dań, w której znajduje się nieprzesadnie dużo do wyboru. Nie jest to minus. Wręcz poczytujemy za plus. Bo nie trzeba wertować nie wiadomo ile razy kartę w te i wewte. Dań jest tyle, ile trzeba. Oczywiście na początek na stół wjeżdża zaprawa pod obiad w postaci złotego trunku dla pasażerów strzały. Kierowca kolejny raz zadowala się kawą. Dzięki temu też wiemy, gdzie potrafią podać dobrą kawę. W Dworze Dobarz, kawa tyłka nie urywa. Jest normalna, najnormalniejsza. Złoty trunek bez problemów tym razem przypadł do gustu, więc zamawiamy.

Pani poleca nam zupę chlebową. Szczerze, to nigdy wcześniej nie jedliśmy takiej zupy. Jak to? Zupa z chleba? – pytamy. Okazuje się, że z prawdziwego chleba gotowana. Ryzyk, fizyk. Bierzemy. Przy pierwszych łyżkach, zdania podzielone. A to za mało słona, a to za mało pieprzu, a to jakaś taka nie bardzo. Ale podchodzi znów do nas pani z obsługi i mówi, że zupę najlepiej doprawić po swojemu. Dlatego na stole stoją przyprawy, bo każdy lubi inną. Doprawiamy i … niebo w gębie. Nie było żadnego narzekania na zupę chlebową. Może nie dorównuje ona soliance z Kruszynian, ale jest pyszna i zjadamy do ostatniej kropelki.

Pora na drugie danie. To może polędwiczki? Może tradycyjny schabowy? A może jednak coś z kaszą? Decydujemy się na zestawy mieszane. Polędwiczki z kaszą w sosie, a także kurczaczka z gotowanymi ziemniakami. Pierwsze kęsy niepewne, ale szybko przekonujemy się, że to był dobry wybór. Mięso idealnie doprawione. Jedno i drugie. Nie jest ani za twarde, ani rozgotowane. Ziemniaki z wody na pewno świeże, zaś szparagi idealnie ugotowane, że rozpływają się w ustach. Kasza – podobnie. Jest ugotowana w sam raz, a sosik do polędwiczek, palce lizać. Same polędwiczki również przygotowane – jak to mówią – prima sort.

Obsługa lokalu jest bardzo miła, potrafi doradzić. Nawet takim marudom jak my, nie skąpi dobrego słowa i uśmiechu na twarzy. Inna sprawa, a co bardzo istotne, doskonale orientuje się w tym, co kuchnia oferuje, jak co jest przygotowywane i udziela bardzo precyzyjnych odpowiedzi na nasze pytania. Także o inne rzeczy, które Dwór Dobarz oferuje przyjezdnym. A trzeba wiedzieć, że można tam przenocować lub skorzystać ze spacerów. Okolica bowiem jest przepiękna. Co ważne, na miejsce bez problemu dotrze osoba niepełnosprawna na wózku, ponieważ Dwór posiada podjazd i jest bez barier architektonicznych wewnątrz.

Przyznajemy też bez bicia, że wewnątrz jest czysto i wszystko wygląda na bardzo zadbane. I przyznajemy jeszcze, że najedliśmy się do syta, ale… postanowiliśmy przyczepić się do deseru. Ot, tak dla zasady. Zamówiliśmy ciasto o nazwie roztrzepaniec czy rozbabraniec, jakoś tak w każdym razie. Uznaliśmy, że ciastko o takiej nazwie raczej nie zapowiada niczego dobrego. A tu zonk! Było przepyszne. Jeśli mielibyśmy ocenić cokolwiek z potraw najwyżej, to właśnie deser. Choć w ogóle wizyta okazała się być bardzo udana.

Z pełnymi brzuchami wyruszyliśmy z powrotem do betonowego Białegostoku. Pojechaliśmy nieco inną trasą, żeby nie jechać po szczątkach asfaltu – nota bene prezydent Białegostoku miałby tam raj, tyle jest do wyasfaltowania, że by chyba przez trzy lata do Białegostoku nie wrócił, jakby mu tam przyszło porobić wszystkie drogi. Pasażer strzały musiał sobie sadełko zawiązać, więc rozłożył siedzenie i nie widział najpiękniejszych widoków na Biebrzę. Obudził się dopiero, jak już dojeżdżaliśmy do największej atrakcji turystycznej na Podlasiu – Atlanta w Jeżewie, co to ma pokoje nie z widokiem na morze, a na zboże… latem. Zatem mknęliśmy trasą warszawską już spokojnie w drodze powrotnej i podsumowywaliśmy wycieczkę kulinarną.

Wycieczka zdecydowanie udana i z pewnością jeszcze tam zajedziemy, może niebawem. Oprócz dobrego jedzenia, można oko nacieszyć wszechobecną przyrodą, której człowiek jeszcze nie popsuł. Polecamy wycieczkę za Trzcianne i wizytę w Dworze Dobarz. Parking jest duży, więc możecie śmiało się wbijać. Pomieścicie się zapewne bez żadnego problemu. Aha! Pieniędzy dużo nie zabierajcie, bo obiad z zupą i z deserem nie wyniesie was więcej niż 50 złotych.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska i Maciej Kudrycki)

Reklama

Na zupę chlebową – kierunek Trzcianne komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez fakty.bialystok.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Grupa Optima Sp. z o.o. z siedzibą w Białystok 15-866, Zagumienna 9/1 m 47

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"