25°C lekkie zachmurzenie

Nie daj z siebie zrobić wariata. RODO to nie koniec świata

Wiadomości, siebie zrobić wariata koniec świata - zdjęcie, fotografia

Musimy wrócić do tematu związanego z RODO. Nowe przepisy dotyczące ochrony danych osobowych weszły w życie pod koniec maja tego roku. Ale mimo upływu kolejnych miesięcy nie zniknęły absurdy, które pojawiły się zaraz po wejściu nowego prawa. Ustaliliśmy, z czym są problemy oraz informujemy o tym, jak nie dać się naciągnąć oszustom lub krętaczom.

Pod koniec maja tego roku chyba wszystkie skrzynki mailowe zostały wręcz zasypane informacjami od różnych podmiotów, które musiały nas poinformować o tym, kto jest dysponentem bazy danych z naszymi danymi. Rozpętało się niezłe piekło. Ludzie zmuszeni byli do setek kliknięć nawet w przypadku zwyczajowego przeglądu prasy, albo produktów w sklepach internetowych. Z tym, że bardzo szybko okazało się, że zmiany poszły dalej, o wiele dalej.

- Mamy na przykład szpitale czy szkoły, gdzie zaczęto dzieciaki po numerach wyczytywać, jak w jakichś obozach koncentracyjnych. W szpitalach zaczęto mówić, że nie można kroplówek podpisywać. No, a co by było, jakby pielęgniarka kroplówki pomyliła? Trzeba pamiętać, że musi być ta racjonalność. Nie ma takiej jednej dyspozycji dla wszystkich, którzy stosują RODO, nie ma jednego szablonu, każda firma jest inna – mówi naszej redakcji Konrad Wnorowski, prawnik.

Instytucje rządowe dość dobrze informowały o nowych przepisach. Jednak wydaje się, że ostrożność różnych podmiotów, które muszą stosować się do RODO, poszła zbyt daleko. Było to przede wszystkim spotęgowane potencjalnymi karami, jakie mogą być nakładane na te podmioty. Są one gigantyczne. To chyba magia tych liczb sprawiła, że prawie wszyscy zaczęliśmy zachowywać się jak niespełna rozumu. Ale niemałą rolę odegrały również firmy, które krótko po wprowadzeniu nowych przepisów zaczęły pismami nękać różnych przedsiębiorców, strasząc ich oczywiście wysokimi karami.

Po pierwsze należy w tej sytuacji pamiętać, że prawo nie działa wstecz. I wszystko, co było przed RODO, podlegało zupełnie innym przepisom. Nie można na podstawie nowych reguł żądać stosowania ich, kiedy nie obowiązywały. Między innymi nasza redakcja otrzymywała telefony od osób, głównie tych, którymi interesowały się organy ścigania lub wymiar sprawiedliwości, z żądaniem usunięcia treści, gdzie pojawiały się ich dane lub wizerunek. W tym przypadku, nic nie wskórają. W momencie publikacji obowiązywało zupełnie inne prawo, na podstawie którego sporządzany był artykuł prasowy. Tak samo, jak nagle z historii choroby nie będzie można wykreślić danych, które dziś akurat ktoś z różnych powodów chce ukryć.

- Prawo do bycia zapomnianym, to też jest duża rzecz, jeśli chodzi o żądania usuwania danych na przykład z przeglądarek internetowych. I to nie jest tak, że jak ja się dziś wypowiadam przed kamerą, to jutro powiem do pani redaktor, że już nie chce być na Dzień Dobry Białystok. To tak nie działa. Trybunał Sprawiedliwości powiedział wprost – prawo do zapomnienia – tak, ale koreluje to z prawem do informacji. Bo ja stojąc tutaj przed mikrofonem wyraziłem zgodę domniemania. Jedyne co mogę żądać, to od wyszukiwarek internetowych, żeby mnie nie pozycjonowały przy wyszukiwaniu – wyjaśnia Konrad Wnorowski.

Co jest jeszcze ważne, to tyle, że nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o dostęp do informacji publicznej. Urzędnicy tak jak do tej pory, mają obowiązek nam jej udzielać, nawet w sytuacji kiedy pytamy o personalia lub finanse. Jednak już urzędnicy zaczęli zasłaniać się przepisami RODO, kiedy nie jest im wygodnie odpowiadać na złożony wniosek. Taką sytuację mieliśmy w urzędzie miejskim przed około miesiącem.

- Jeżeli jakiś urzędnik, jakiś funkcjonariusz publiczny, nie chce czegoś udostępnić o sobie, o swoim zwierzchniku, i tak dalej, to łamie przepisy o dostępie do informacji publicznej. Bo zasłania się RODO. RODO nie ma zastosowania przy tego typu wnioskach – wyjaśnia prawnik. – Ja sobie przypominam taką sławetną interwencję jednego z posłów, tutaj w urzędzie, jak żądał jakiejś tam delegacji, czy czegoś tam odnośnie prezydenta i tam wysoki urzędnik zasłonił się RODO. To nie jest prawda. Powinien on dostać naganę jako student drugiego roku prawa, a jest prawnikiem z tego co wiem. Powinien nie zdać egzaminu z prawa cywilnego i prawa administracyjnego, bo to nie jest RODO – dodaje.

Główny cel RODO to ochrona danych osobowych, ma również zabezpieczyć nie tylko przed hakerami, ale także przed... spamem i niechcianymi kontaktami ze strony np. telefonicznych sprzedawców, komiwojażerów lub telemarketerów. Zgromadzone bazy danych będące dotąd bez ograniczeń wykorzystywane przez firmy mają być w minimalnym stopniu wykorzystywane przez firmy do nawiązywania kontaktów z potencjalnymi klientami. Ponadto RODO zapewnia możliwość każdemu obywatelowi, aby dowiedział się jakie jego dane i w jakim celu są wykorzystywane.

Warto wiedzieć, że są instytucje różnego rodzaju, które muszą przetwarzać nasze dane osobowe. W tym również zatrudniający nas przedsiębiorcy i obsługujący urzędnicy. Gdyby każdorazowo każdy z nas musiał przekazywać zgodę na przetwarzanie danych, urzędnicy wszystkie pieniądze z podatków wydaliby na papier, na którym takie zgody byłyby podpisywane. Bo do innych celów służą dane przy wydaniu na przykład dowodu rejestracyjnego pojazdu, inne do odbioru odpadów, a jeszcze inne do korzystania z karty seniora. Wszystkie te rzeczy obsługuje urząd miejski. A przecież są jeszcze inne urzędy i instytucje.

- Największy moim zdaniem urobek jest taki, że teraz ludzie zaczęli czytać te klauzule. Bo faktycznie ludzie teraz czytają te klauzule, co to jest, z czym to się wiąże, interesują się tym. Przedsiębiorcy boją się znowu dużych kar, które mogą być nakładane, dziesiątek milionów euro, albo do 4 proc. obrotu rocznego. Więc tutaj przedsiębiorcy sami muszą zabiegać o to, żeby wypełniać te procedury – mówi naszej redakcji prawnik, Konrad Wnorowski.

RODO nie należy się bać, ani z nim przesadzać. Nowe przepisy, choć zrobiły sporo zamieszania, w rzeczywistości zmieniły niewiele. Jak przekazał nasz rozmówca, do końca roku kar nie będzie, bo instytucje państwowe zobowiązane do kontroli, chcą dać czas na zapoznanie się ze wszystkim. Ale warto uważać na różnych oszustów, którzy przychodzą niby na kontrolę w związku z RODO, a w praktyce, chcą sprzedać swoje usługi w zakresie ochrony danych osobowych lub wdrażania RODO.

- Pierwsza rzecz, wylegitymować. Druga, to pamiętać, że jeśli będzie kontrola, to ona będzie powiadomiona na piśmie, kiedy przyjdzie, więc uważajmy na oszustów – przestrzega ekspert.

Na pewno warto zapoznać się bliżej z tematem ochrony danych osobowych, zarówno z pozycji kogoś, kto je udostępnia, tak samo jak z pozycji kogoś, kto je przetwarza. Nie dajmy się zwariować w całym tym zamieszaniu, bo zawsze i przede wszystkim – trzeba zachować zdrowy rozsądek.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: bialystok.pl)

Nie daj z siebie zrobić wariata. RODO to nie koniec świata komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na fakty.bialystok.pl