21°C pochmurno z przejaśnieniami

Osiągnięcia miejskiego konserwatora zabytków – kupa gruzu!

Wiadomości, Osiągnięcia miejskiego konserwatora zabytków gruzu! - zdjęcie, fotografia

Miejski konserwator zabytków w Białymstoku urzęduje nieco ponad trzy lata. Jednak na swoim koncie sukcesów sobie raczej nie ma jak i czym zapisać. Podobnie zresztą, jak i jego przełożony. W trakcie pełnienia swojej funkcji z przestrzeni Białegostoku zniknęło aż 10 zabytkowych nieruchomości. Żadna z nich nie została odbudowana. Do tego mieliśmy 4-letnią przerwę w realizacji programu opieki nad zabytkami.

Zgodnie z zapowiedzią prezydenta Białegostoku, którą wyraził w odpowiedzi na interpelację radnego Henryka Dębowskiego, na czerwcowej sesji Rady Miasta, został przedłożony radnym nowy program opieki nad zabytkami. Głosowali nad nim, choć jak ustaliliśmy, nie wszyscy mieli okazję wcześniej się z nim zapoznać. W międzyczasie pojawiła się jeszcze informacja o tym, że Białystok nigdy wcześniej takiego programu nie miał. Ale w rzeczywistości miał, tylko z czteroletnią przerwą, bo nie było go komu przedstawić Radzie Miasta. Miejski Konserwator Zabytków, tradycyjnie nie ma sobie nic do zarzucenia, podobnie jak prezydent Białegostoku.

- Panie prezydencie, zgodnie z ustawą, powinien pan jako organ wykonawczy, taki program przedstawić Radzie. To są pana kompetencje. Jeżeli pan tego nie uczynił, to nie dopełnił pan swoich obowiązków - mówił podczas posiedzenia Rady Miasta szef klubu radnych PiS, Henryk Dębowski.

Wcześniej, jak się dowiedzieliśmy, radny Dębowski w ogóle otrzymał informację od zastępcy prezydenta Białegostoku - Rafała Rudnickiego, że programu ochrony zabytków w naszym mieście nigdy nie było. Co jest nieprawdą. Radny Dębowski wskazał uchwały, którymi program był przyjmowany i uchwały, którymi było też przyjmowane sprawozdanie z jego wykonania. Ale tak się składa, że akurat o tym zastępcy prezydenta, krąży obiegowa opinia w Białymstoku, że nawet jak milczy to kłamie. I w tym przypadku na pewno mamy do czynienia z kłamstwem, ponieważ taki program w Białymstoku był. Obowiązywał w latach 2010-2013. Natomiast w czerwcu 2014 roku radni przyjęli sprawozdanie z jego wykonania. 

Jak ustaliliśmy, jeszcze przed powołaniem miejskiego konserwatora zabytków, nowy program został przygotowany. Powinien był zostać poddany głosowaniu radnych tuż po przyjęciu sprawozdania programu, który się skończył. Tak się jednak nie stało. Przygotowany dokument krążył po pokojach urzędowych i nigdy nie został nawet pokazany radnym, aby mieli okazję się z nim zapoznać. Swoje uwagi mieli – były zastępca prezydenta, nieżyjący już Andrzej Meyer oraz ówczesny dyrektor departamentu urbanistyki – Piotr Firsowicz.

Uwagi musiały być na tyle poważne, że ich nie naniesiono i nie pokazano radnym do chwili obecnej. W związku z czym przez ostatnie cztery lata Białystok faktycznie programu nie miał. A przynajmniej nie takiego, który mógłby chronić nasze zabytki. Miejski konserwator zabytków, chociaż pracuje na ustawie o ochronie zabytków, nie zrobił nic przez te lata, aby spowodować przekazanie programu ochrony zabytków pod głosowanie radnych, a co gorsza – nie zapobiegł wyburzeniu lub zniszczeniu kilku zabytków, których Białystok i tak ma jak na lekarstwo.

Art. 87. 1. Zarząd województwa, powiatu lub wójt (burmistrz, prezydent miasta) sporządza na okres 4 lat odpowiednio wojewódzki, powiatowy lub gminny program opieki nad zabytkami. (…)

3. Wojewódzki, powiatowy i gminny program opieki nad zabytkami przyjmuje odpowiednio sejmik województwa, rada powiatu i rada gminy, po uzyskaniu opinii wojewódzkiego konserwatora zabytków.

4. Programy, o których mowa w ust. 3, są ogłaszane w wojewódzkim dzienniku urzędowym.

5. Z realizacji programów zarząd województwa, powiatu i wójt (burmistrz, prezydent miasta) sporządza, co 2 lata, sprawozdanie, które przedstawia się odpowiednio sejmikowi województwa, radzie powiatu lub radzie gminy" – czytamy w ustawie o ochronie zabytków.

Przez ostatnie trzy lata z przestrzeni Białegostoku – być może przez brak programu – choć też przecież przy pracy miejskiego konserwatora zabytków, zniknęły bezpowrotnie następujące nieruchomości. Bezpowrotnie, bo żadna z nich nie została odbudowana i w żadnym przypadku nie wydano decyzji o nakazie jej odbudowy.

- Kamienica, ul. Sienkiewicza 55, rozebrana z powodu złego stanu technicznego,

- Kamienica, ul. Jurowiecka 10, rozebrana zanim zdążył się w tej sprawie wypowiedzieć Wojewódzki Konserwator Zabytków,

- Czworak, ul. Suchowolca 30, rozebrany w wyniku pomyłki w 2007 roku, ale wykreślony został z rejestru zabytków dopiero w 2015 roku,

- Dawna szkoła żydowska, ul. Lipowa 41, rozebrana po wykreśleniu jej z rejestru zabytków,

- Chata, ul. Koszykowa 21, wyłączona z ewidencji zabytków,

- Kamienica, ul. Piasta 19, wyłączona z ewidencji zabytków,

- Kamienica, ul Skorupska 18, wyłączona z ewidencji zabytków,

- Kamienica, ul. Parkowa 13, wyłączona z ewidencji zabytków po pożarze,

- Oficyna, ul. Zamenhofa 22, wyłączona z ewidencji zabytków z powodu złego stanu technicznego,

- Kamienica, ul. Skorupska 19, wyłączona z ewidencji zabytków po licznych pożarach,

- Kamienica, ul. Piasta 6, rozebrana z powodu złego stanu technicznego zanim wojewódzki konserwator zabytków zdążył ja wykreślić z ewidencji zabytków.

Tak wyglądają osiągnięcia miejskiego konserwatora zabytków i to tylko w okresie, w jakim pracuje na swoim stanowisku w Białymstoku. Nie udało się odzyskać Pałacu Lubomirskich, w którym mieści się Wyższa Szkoła Administracji Publicznej, mimo że prosili o to radni i duża część mieszkańców Białegostoku.  Jest jeszcze kilka innych obiektów, które mogą podzielić los tych zburzonych lub spalonych. Między innymi przy ulicy Ciepłej, ulicy Piasta czy Pod Krzywą. Są też zabytki, które zostały sprzedane przez prezydenta Białegostoku, ale o ich dalszy los nie wydaje się, że jest komu zadbać. Między innymi nie udało się także do chwili obecnej doprowadzić do wyremontowania kamienicy z Dąbrowskiego 14, co zgodnie z umową powinno nastąpić już ponad 3 lata temu. Ta kamienica zresztą jest w tak fatalnym stanie, że nie jest wykluczone, że w przyszłym roku może podzielić los kamienic, które zamieniły się w kupę gruzu.

- Jeżeli ten zabytek idzie w dobre ręce, jeżeli jest odrestaurowany i wykorzystywany, to wszystko jest w porządku, jak najbardziej. Ale jeśli my jako gmina sprzedajemy, żeby ktoś tam ewentualnie jakąś reklamę wieszał, to ja nie wiem czy to jest dobry cel i dobre postępowanie. Bo później taki zabytek niszczeje, jest wyburzany i po prostu znika z przestrzeni publicznej naszego miasta - mówił na poniedziałkowej sesji Rady Miasta, radny Henryk Dębowski. 

Będziemy bacznie przyglądać się działaniom w kontekście realizacji nowego programu ochrony zabytków. Ale w tym miejscu tak naprawdę zastanawiamy się, po co w Białymstoku utrzymuje się miejskiego konserwatora zabytków, skoro nie był w stanie zapobiec rozbiórkom, wyrzuceniu zabytków z ewidencji zabytków, zburzeniu, spaleniu i ani razu nie był w stanie doprowadzić do odbudowania choćby jednego, który zniknął. Nie był też w stanie przez trzy lata przedłożyć programu ochrony zabytków radnym, choć ustawa na której pracuje, wyraźnie to nakazuje.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)

Osiągnięcia miejskiego konserwatora zabytków – kupa gruzu! komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się