Poprawność polityczna śmieszyła mnie. Do czasu…

Felietony, Poprawność polityczna śmieszyła czasu… - zdjęcie, fotografia
13/12/2018 15:40

Nie tak dawno wpadło mi w ręce i uszy nagranie z wywiadu radiowego. Wywiad prowadził amerykański dziennikarz z pracownikami amerykańskich uniwersytetów, obydwaj byli naukowcami – jeden matematyk, drugi filozof. Początkowo myślę – nudy. Szybko okazało się, że był to jeden z najlepszych wywiadów jakie miałam okazję zobaczyć i wysłuchać w ostatnim czasie.

Nie będzie tu żadnych naukowych gadek, bo nie jestem ani matematykiem, ani tym bardziej filozofem. Bo i panowie w wywiadzie radiowym nie mówili o swojej profesji. Przynajmniej nie tej, z której zdobyli tytuły naukowe. Okazało się, że we współczesnym świecie można szybko zdobyć tytuły naukowe z dziedzin, o których nie ma się zielonego pojęcia i na dodatek szerzyć tę niewiedzę w publikacjach naukowych, czym zachwycają się tak zwani fachowcy z danej dziedziny.

Już wyjaśniam o co chodzi. Tych dwóch pracowników naukowych miało dość tego, co się dzieje na amerykańskich uczelniach. Postanowili sobie zakpić z tak zwanego „gender studies”. Pod pseudonimami wymyślali różne tematy, po czym pisali prace naukowe. Między innymi napisali prace: „Kultura gwałtu i performatywność queer w psich parkach w Portland” czy „Kultura otyłości”.

W pierwszym przypadku skutecznie przekonali recenzentów, że przeprowadzili badania niemal 10 tys. psich genitaliów. Po co? Między innymi po to, aby udowodnić, że feminizm powinien „trenować mężczyzn jak psy, by zapobiec kulturze gwałtów”. W tej pracy znalazły się jeszcze bardziej absurdalne tezy. A im bardziej były one absurdalne, tym większy podziw i uznanie wzbudzały wśród fachowców od „gender studies”. Choćby jak ta, że po wyglądzie odbytu psa można poznać czy ma skłonności homoseksualne.

W drugim przypadku panowie „naukowo” dowiedli, że do zawodów kulturystycznych powinna być dołączona jeszcze jedna kategoria – dla ludzi otyłych. Bo fałdki i dodatkowe kilogramy tłuszczu to też rzeźba ciała. Tyle, że inna. I takich osób nie wolno dyskryminować w kulturystyce ze względu na otyłość.

Najlepszym trollingiem – jak dla mnie osobiście – było przetłumaczenie jednego z rozdziałów „Mein Kampf”, którego przecież autorem był nie kto inny jak Adolf Hitler. Z tym, że w tłumaczeniu wszędzie, gdzie było słowo „Żydzi”, panowie naukowcy zamienili na słowa „biali mężczyźni”. Wszystko super wówczas pasowało i publikacja naukowa została zaakceptowana i poszła w świat. Tłumaczono jeszcze inne rozdziały sztandarowej książki Hitlera zamieniając niektóre wyrazy na inne i też wszystko pasowało. Okazało się, że można być rasistą, legalnym i bezwzględnym, ale nie ponosić z tego tytułu żadnych konsekwencji. Dopóki obraża się i dyskryminuje białe i heteroseksualne osoby, zwłaszcza mężczyzn, wszystko wszystkim pasuje, nawet wykształconej kadrze naukowej na najbardziej zacnych uniwersytetach.

Słuchałam i oglądałam jeszcze z bardziej otwartymi oczami i ustami o kolejnych pracach naukowych tych ludzi, którzy zakpili sobie boleśnie z całego światka naukowego od „gender studies”. Przez 10 miesięcy opublikowali około 20 zmyślonych prac naukowych, z których część została oceniona bardzo wysoko. Normalnie naukowcom udaje się publikować jedną lub co najwyżej dwie takie prace rocznie, tyle że z innych dziedzin. I w swoich tematach muszą się wykazać nie lada wiedzą, potwierdzić na różne sposoby prawidłowość badań, podać ich metodologię, udokumentować wszystko z największą starannością. Przy „gender studies” im bardziej absurdalne były tezy i wyniki, tym lepiej. Wszystko na dodatek zmyślone i nie poparte żadnymi badaniami. To zyskiwało aplauz.

Śmiałam się z tego do łez. Lewackie ideologie zostały obnażone boleśnie aż do szpiku kości. Ale śmiałam się do czasu. Właściwie do tego momentu, kiedy panowie zgodnie przyznali, że po tym, gdy ich zaplanowane i zrealizowane niemal stuprocentowo oszustwo wyszło na jaw, rozdzwoniły się telefony. Niektóre – jak przyznali – dotyczyły tego, że zaszkodzili swojej profesji oraz naukowcom wielu uczelni. Jednak przekazali, że zdecydowanie było więcej telefonów od pracowników naukowych, którzy im gratulowali pomysłu i realizacji. Sami bowiem mieli dość tego, co obserwowali na różnych uczelniach, ale nikt nie śmiał podważać panującej poprawności politycznej.

Za podważanie prac z gatunku „gender studies” jak i całej nauki w tym zakresie, trzeba było się liczyć z ostracyzmem, napiętnowaniem, wyzwiskami od rasistów, seksistów i homofobów poczynając po nawet neofaszystów. Ten klimat utrzymuje się od lat i z roku na rok jest nawet coraz gorzej. Bzdurne ideologie na tyle zawładnęły nawet uczelniami wyższymi, że strach mówić o nich publicznie. Ale co gorsza, takie przecież pseudonaukowe badania i wyniki tych badań są niesione wśród kadry naukowej i są podawane studentom, a ci przekazują wiedzę dalej. To się rozprzestrzenia jak zaraza, a jak wykazali naukowcy – nie ma to żadnego sensu. Tylko ich około 20 prac poszło do periodyków naukowych, publikacji, z których muszą czerpać inni. A co z resztą?

Z resztą jest to samo, co zaczyna się dziać także na naszych, polskich uczelniach. Po obejrzeniu tego wywiadu przypomniałam sobie, jak całkiem niedawno w sumie rozmawiałam z pracownikami naszej uczelni – Uniwersytetu w Białymstoku. I jak rozmowy, w całkiem niedużym odstępie czasu, z osobami pracującymi na filologii polskiej, socjologii i na prawie, kończyły się wypowiedziami w stylu – „ja myślę tak jak ty, ale nie mogę mówić o tym publicznie”. To było tylko kilka osób, ale skoro pracują na jednej uczelni, to sygnał, że nie dzieje się dobrze. Bo reszta co? Ma inne zdanie? Czy może też milczy, żeby przypadkiem nie narazić się współpracownikom, albo władzom uczelni?

W Polsce jest jeszcze nie tak źle, bo wolność słowa – mimo przykładów z naszej uczelni – jeszcze jest. Wolność słowa coraz bardziej ograniczana przez lewicę i liberalne media, wciąż jeszcze jest. Nie znam też żadnych „gender studies”, które są wykładane lokalnie. Ale moda, zwłaszcza ta amerykańska, przyjmuje się u nas zadziwiająco dobrze. Nie chciałabym, aby ludzie słuchali bzdur jako fachowej ponoć wiedzy i nieśli ją dalej. Wolałabym, aby normalny świat, oparty na prawdziwej nauce, mógł rozwijać się we wszystkich cywilizacjach na naszym globie. Mam nadzieję, że poprawność polityczna skończy się i to szybko, bo inaczej wszyscy zginiemy w oparach absurdu od lewicowych ideologii.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Trzecie OKO)

Reklama

Poprawność polityczna śmieszyła mnie. Do czasu… komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez fakty.bialystok.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Grupa Optima Sp. z o.o. z siedzibą w Białystok 15-866, Zagumienna 9/1 m 47

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"