4°C słabe opady deszczu

Poratuje kierowniczka złotóweczką? Proceder trwa w najlepsze

Wiadomości, Poratuje kierowniczka złotóweczką Proceder najlepsze - zdjęcie, fotografia

Niemal pod każdą Biedronką, Lidlem, Stokrotką czy PSS Społem, można spotkać w różnych godzinach osoby żebrzące. Zazwyczaj są miłe. Gorzej, jeśli są niemiłe i spotkanie kończy się na przykład porysowaniem samochodu. Proceder żebrania w Białymstoku jest urzędnikom znany. Twierdzą nawet, że prowadzone są działania zapobiegające temu zjawisku.

„Ja bardzo przepraszam, potrzebuję 50 groszy” – od tego zazwyczaj zaczyna się rozmowa z osobą wyglądającą na bezdomną. Jak nie 50 groszy to złotówkę, jak nie złotówkę to coś do jedzenia, jeśli nie do jedzenia, to przynajmniej do picia. Tak spędzony zazwyczaj krótki czas pod sklepem, wydaje się ciągnąć w nieskończoność. Podobnie jak i pomysły osób żebrzących, które starają się wyciągnąć cokolwiek dla siebie. Problem żebractwa jest coraz bardziej poważny, mimo że przecież żyje się nam coraz lepiej. Żebractwo powinno więc zanikać. Ale tak się nie dzieje.

- Rozpoznając pojawiające się zagrożenie i wychodząc naprzeciw oczekiwaniom społeczności lokalnej Straż Miejska w Białymstoku prowadzi wspólne działania z Komendą Miejską Policji oraz Miejskim Ośrodkiem Pomocy Rodzinie. Prowadzone przedsięwzięcia polegają na wspólnych patrolach funkcjonariuszy straży i policji oraz kontrolach przeprowadzanych z pracownikami MOPR. Działania takie mają na celu ujawnianie wykroczeń polegających na szeroko pojętym procederze żebrania oraz zapobieganie i ograniczenie tego procederu, jak również ochronę życia i zdrowia osób bezdomnych – mówi naszej redakcji Agnieszka Błachowska z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Białymstoku.

Problem polega na tym, że takie działania są absolutnie niewystarczające. Osób żebrzących w Białymstoku przybyło w ostatnich latach i na dodatek wciąż przybywa. Jeszcze kilka lat temu proszących o pieniądze lub cokolwiek innego, można było spotkać w zasadzie w ścisłym centrum miasta, a także pod kilkoma kościołami. Dziś są prawie pod każdym dyskontem na wszystkich osiedlach w Białymstoku. Jeśli nie przesiadują regularnie w jednym miejscu, to przenoszą się spod sklepu pod inny sklep lub z osiedla na inne osiedle.

Na przykład na osiedlu Białostoczek pod Biedronką przy Radzymińskiej, każdego dnia po południu można zobaczyć tych samych mężczyzn proszących tradycyjnie jak nie o 50 groszy, to o złotówkę. Jak nie o złotówkę, to o coś do jedzenia. Są tam codziennie, w tym samym gronie. A ośrodek, w którym pracują pracownicy socjalni z MOPR znajduje się około 200 metrów od miejsca, w którym każdego dnia siedzą te same osoby żebrzące. Czy naprawdę są właściwie podejmowane działania w kierunku ograniczenia tego zjawiska? Urzędnicy uważają, że robią, co mogą.

- Takie wspólne patrole służb z pracownikami socjalnymi były organizowane w ubiegłych latach, jak i w tym roku, m.in. w centrum miasta (okolice Katedry Białostockiej, Ratusza, pomnika Ludwika Zamenhofa itp.). Pracownicy socjalni osobom żebrzącym przekazują pisemną informację o formach pomocy i miejscach, w których mogą ją uzyskać. Te osoby otrzymywały ulotki, były pouczane o możliwościach skorzystania z pomocy. W wielu przypadkach zgłaszały się one później do MOPR w Białymstoku po pomoc socjalną, którą otrzymywały – wylicza Agnieszka Błachowska.

Tylko pisemne informacje najczęściej lądują w koszu na śmieci, albo nawet i obok. Bezdomni, jeśli jeszcze nadużywają alkoholu, nie chcą jechać do noclegowni, ani do żadnego innego miejsca opieki – bo tam nietrzeźwych często nie przyjmują. Gdzie lądują? Bardzo często w szpitalu. Na szpitalnym oddziale ratunkowym można spotkać każdego dnia osoby bezdomne, nietrzeźwe, niekiedy pobite. Trzeba się nimi zająć, to prawda. Ale z drugiej strony to właśnie oni stwarzają najwięcej problemów kadrze medycznej i innym pacjentom, którzy trafiają z rozmaitymi dolegliwościami.

Białystok, podobnie, jak i inne miasta, nie jest w stanie uporać się z tym problemem. Wydaje się, że mało on kogo interesuje. A przynajmniej nie na tyle, żeby pojawił się jakiś pomysł mogący rozwiązać to kompleksowo. Najwięcej tego rodzaju interwencji spoczywa mimo wszystko na strażnikach miejskich. To oni często odwalają najtrudniejszą robotę w usuwaniu osób żebrzących, bezdomnych lub nietrzeźwych.

- Na co dzień strażnicy miejscy również nie przechodzą obojętnie obok tego problemu. W czasie wykonywania swoich codziennych obowiązków służbowych dokładają wszelkich starań, aby na terenie naszego miasta utrzymany był ład i porządek. W przypadku stwierdzenia osób żebrzących podejmowane są przez strażników stosowne działania. Funkcjonariusze za każdym razem podejmują czynności w granicach przewidzianych w Kodeksie Wykroczeń nakładając mandaty karne, pouczając oraz prowadząc postępowania wyjaśniające – mówi redakcji DDB Agnieszka Błachowska w Urzędu Miejskiego.

Zanim osób żebrzących nie było tak dużo, ludzie dzielili się pieniędzmi. Wiadomo, że w Białymstoku trudno było pracę. A nawet jeśli ktoś pracę dostał, to zarobki czasami nie pozwalały na normalne funkcjonowanie. Żebrały więc kobiety, dzieci i… mężczyźni. Ale okazało się, że z wyciągniętą ręką pojawiało się ich z miesiąca na miesiąc coraz więcej i to w różnych częściach miasta.

- Nie wiem jak to jest, ale oni wyrastają spod ziemi. Jak wjeżdżam na parking nie widać żadnego. Tylko wysiadam, już stoi nade mną. Pod moim sklepem zawsze ci sami. Początkowo dawałam parę groszy. Zdarzało się, że kupowałam kawałek kiełbasy, albo serek czy bułkę. Tylko, ile można? Nie wyglądają za schorowanych, mogą pójść do pracy dorywczej i dorobić. Teraz dużo ludzi jest potrzebnych do pracy – komentowała naszej redakcji w lipcu Małgorzata z osiedla Białostoczek.

- Pod Tesco byli prawie codziennie. Zawsze ci sami. Czasami można tych samych mężczyzn spotkać pod Biedronką na Radzymińskiej, albo pod Stokrotką. To ich blejanie jest męczące. Niech pójdą do pracy. Nawet niech będzie dorywcza – mówił z kolei Michał z tego samego osiedla.

Proceder żebrania ewidentnie narasta. Z nim postanowiły się zmierzyć niedawno władze Gdańska. Jeszcze przed wakacjami ruszyła tam akcja informacyjna skierowana do mieszkańców i turystów, aby zwyczajnie nie dzielili się niczym z żebrzącymi. Na plakatach i ulotkach można było poczytać, że miasto zapewnia właściwą opiekę i dodatkowe wspomaganie nie jest niezbędne. Czy przyniosło to efekt? Postaramy się dowiedzieć, choć możliwe, że jeszcze za wcześnie na wyniki.

- W tym roku do Straży Miejskiej w Białymstoku wpłynęło ponad 50 zgłoszeń dotyczących ww. problematyki. Każdorazowo funkcjonariusze straży podejmowali bezpośrednie działania mające na celu wyeliminowanie takich zachowań. W większości zgłoszenia te okazały się niepotwierdzone. W 17 przypadkach sprawcy zostali ujawnieni – strażnicy nałożyli 6 mandatów karnych, a 11 osób zostało pouczonych – mówi Agnieszka Błachowska z białostockiego magistratu.

Walka z żebractwem na pewno nie jest łatwa. Ale najwyraźniej należy zmienić metody ograniczania tego zjawiska. Skoro dotychczasowe działania przyniosły tak naprawdę zwiększenie liczby osób żebrzących, to znaczy, że coś poszło nie tak jak trzeba.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)

Poratuje kierowniczka złotóweczką? Proceder trwa w najlepsze komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na fakty.bialystok.pl