7°C całkowite zachmurzenie

Przecież tu chodziło tylko o budynek dworca. Zwykłego dworca!

Felietony, Przecież chodziło tylko budynek dworca Zwykłego dworca! - zdjęcie, fotografia

Muszę, po prostu muszę, napisać co sądzę o całej sprawie w związku z napisem „Białystok” na budynku dworca PKS. I polecam już teraz czytelnikom rozważyć postępowanie kilku smutnych panów, którzy doprowadzili najpierw do sytuacji, w której nie przewidywali napisu nazwy miasta, gdzie stoi dworzec i tych panów, którzy teraz głoszą triumf – bo się udało. Jedni i drudzy powinni wylecieć z życia publicznego na zbity pysk bez możliwości powrotu.

Pierwszym i najbardziej odpowiedzialnym całej żenującej sytuacji jest prezes spółki PKS Nova. Najwyraźniej temu panu się wydaje, że kieruje stworzoną przez siebie firmą, więc może z nią sobie robić co chce. Ten prezes to Cezary Sieradzki, pociotek członka partii z zieloną koniczynką. Jego główne osiągnięcia – co należy odnotować – to sprzedaż nieruchomości należących do spółki PKS w Białymstoku, Siemiatyczach, Augustowie i w kilku innych miejscach. Bo tak świetnie zarządza firmą, że nie jest w stanie utrzymać nieruchomości. Z tym, że nieruchomość można sprzedać tylko jeden raz. Później już jej nie będzie. To tyle z osiągnięć.

Specjalnie dla pana Sieradzkiego prawie rok temu marszałek pozwolił na połączenie spółek transportowych z Suwałk, Zambrowa, Siemiatycz oraz z Łomży, bo facet zwyczajnie nie ogarniał kuwety. Dlatego trzeba było zmienić nazwę. Zmieniono na PKS Nova, choć można było nazwę wybrać jakąkolwiek i też nie miałoby to żadnego znaczenia. Efekt byłby taki sam. Nieruchomości sprzedać i jakoś to będzie. Przypomnę, że PKS Nova posiada różne dworce w regionie, ale jakoś nie zmieniała nazwy wszędzie tam, gdzie dworców pan Sieradzki nie zdążył posprzedawać. Tylko w Białymstoku wpadł na genialny w swoim mniemaniu pomysł, że wystawi laurkę sobie i drugiemu z ludowców, który bankowo przyjdzie przeciąć wstążkę na oficjalne otwarcie dworca PKS Nova.

Tym drugim ludowcem jest oczywiście marszałek województwa Jerzy Leszczyński, którzy pozwolił na takie traktowanie publicznej spółki, jakby to był prywatny folwark. Pozwolił też na to, żeby w mieście wojewódzkim nie było nazwy miasta na obiekcie użyteczności publicznej. Co ważne – na takim obiekcie, na którym w każdym miejscu na świecie zawsze znajduje się nazwa miejscowości. Ale pewnie oni uważają, że dworzec i spółka należy do ludowców i nie dadzą sobie tego wyszarpać żadną siłą, nawet kiedy wyborcy pogonią w cholerę całe to mierne towarzystwo. Dlatego długi czas wydawało im się, że nazwa publicznej spółki będącej póki co w rękach ludowców, jest ważniejsza od miasta, w którym dworzec stoi, a urząd marszałkowski, który o tym wiedział, pozwalał na takie działanie.

Mogę tak jeszcze długo wymieniać głupoty i błędy po stronie władz spółki, jak i polityków z urzędu marszałkowskiego, ale nie będę się znęcać. Niech panowie sami się teraz ze sobą męczą, znosząc drwiny i żarty na swój temat od mieszkańców Białegostoku oraz tych wszystkich, którzy pukali się w czoło nie dowierzając, że sytuacja z brakiem napisu na budynku DWORCA! musi poruszyć cały kraj, żeby do kilku panów dotarło, że nie są u siebie na gumnie.

Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby w ogóle dopuszczać do takiej sytuacji i dyskusji publicznej o jednym napisie, który jest tak oczywisty, że żadna dyskusja nie powinna mieć tu miejsca. Każdy normalny marszałek wywaliłby na zbity … wiadomo co, takiego prezesa, który nie potrafi zadbać o sprawy absolutnie podstawowe. Po czym sam podałby się do dymisji. Bo nie dopilnował rzeczy oczywistej. Ale nie! U nas musi toczyć się debilna gadka o niczym i trwać walka o napis „Białystok”.

W każdym normalnym kraju panowie byliby wywaleni z życia publicznego raz i nieodwracalnie. Identycznie jak ci wszyscy, którzy teraz się cieszą i składają gratulacje za dopilnowanie sprawy, bo napis jednak będzie. Składnie gratulacji i podziękowań jest żenadą nie mniejszą niż niedopilnowanie przez tych pierwszych spraw absolutnie oczywistych i nie podlegających żadnej dyskusji. I nie ma znaczenia kto składa podziękowania czy gratulacje. A jeśli robią to jacykolwiek ludzie działający w sferze publicznej, to najwyraźniej nie dorośli do swoich funkcji.

Normalnie to powinno być tak, że gremialnie i chórem wszyscy powinni zażądać głów winnych obciachu, który poszedł na całą Polskę. Bo panowie ośmieszyli nasze miasto, spółkę publiczną i mieszkańców. A to, że ośmieszyli się sami, to już ich prywatny dramat. Niech się męczą sami ze sobą. Nie ma tu za co składać ani podziękowań, ani gratulacji, gdyż cała sytuacja jest żenująca do granic szczytu. Biorąc zaś pod uwagę w ogóle to co się działo i dzieje z budową dworca w Białymstoku, sprzedażą nieruchomości należących do spółki, wszystko powinno zakończyć się wydaleniem z życia publicznego wszystkich, którzy dopuścili do takiej sytuacji i tych, którzy gratulują takim niedorajdom.

Czemu tak myślę? A co będzie, jak trzeba będzie podejmować poważniejsze decyzje? Co wtedy, pytam? Skoro w sprawach oczywistych nie było myślenia, jak można powierzać duże mienie i władzę ludziom, którzy nie są w stanie dopilnować żeby pojawił się jeden napis na budynku dworca? To, że w ogóle trzeba było przekonywać kogokolwiek z zarządu województwa i spółki PKS do sprawy oczywistej, już jest skandalem. A to, że zajęło to aż dwa tygodnie, jest skandalem do potęgi. Przysięgam, że gdybym to ja była którymkolwiek z polityków mających wpływ na zmianę tego stanu rzeczy, osobiście i z własnych pieniędzy zrobiłabym napis „Białystok”, który wisiałby już od dwóch tygodni na budynku dworca. Tak powinno się załatwiać sprawy, a nie kierować apele i pisma.

Co jeszcze bym zrobiła? Zamiast przyjmować gratulacje, wypinać dumnie pierś, czy też stroić durne uśmieszki, bo walka o zamontowanie napisu „Białystok” się udała, przeprosiłabym wszystkich mieszkańców Białegostoku za całą sytuację. Po czym złożyłabym rezygnację z zajmowanego stanowiska. Bo dalsza praca z ludźmi nieodpowiedzialnymi pociągnęłaby mnie z nimi na dno. Jak nie teraz, to w niedalekiej przyszłości.

Ogólnie, powodów do radości nie widzę. Wręcz przeciwnie. Ogarnia mnie smutek na samą myśl, kto do cholery odpowiada za naszą przyszłość? I przypominam – tu chodzi tylko o budynek dworca, zwykłego dworca, jakich są tysiące w Polsce i na świecie. Tylko dworca… I powiem jeszcze jedno – na budynku dworca nie ma też zegara! Tego intelekty powiatowe też nie zauważyły. W każdym normalnym mieście jest. Ale skoro napis „Białystok” to temat na dwutygodniową walkę, to o zegar ludzie powalczą co najmniej rok. To co? Zaczynamy walkę o zegar? Ja zaczynam. Ciekawe tylko ile osób trzeba będzie w tę walkę zaangażować?

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)

Przecież tu chodziło tylko o budynek dworca. Zwykłego dworca! komentarze opinie

  • gość 2017-12-17 11:22:24

    Tych NIEUDACZNIKÓW spod wiejskich strzech / choć w białostockim przypadku - nie ma to nic wspólnego/ mamy pod dostatkiem . Jedyny dobry znak, że ich bycie przy KORYCIE lada moment się kończy . Potem pozostanie im tylko robienie manifestacji ulicznych ,celem po-nownego dorwania się do systematycznie napełnianego /przez polskiego podatnika/ - koryta. Te towarzystwo od stałych uczestnictw w otwarciach / dróg, budynków publicznych, itp/ raczej chyba nic innego nie potrafi . Ale warto prześledzić ich całą drogę dojścia do tych funkcji a się przekonamy ,że oni w ŻADEN sposób przez swoje życie nie przyczynili się do powiększania majątku narodowego i dlatego mają problemy z docenieniem grosza publicznego.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na fakty.bialystok.pl