25°C lekkie zachmurzenie

Tabliczki zamiast chat

Białystok od kilku lat reklamuje dla turystów szlak kultury drewnianej. Wszystko byłoby dobrze, gdyby taki szlak w rzeczywistości istniał. Obecnie ten szlak istnieje bardziej w teorii wypisany na tabliczkach, które prawie nic nie mówią o tej historii naszego miasta.

Białystok do niedawna miał dwie dzielnice z zabytkowymi, drewnianymi domami i chatami. Obydwie zostały bezpowrotnie zniszczone i w zasadzie nie ma szans na ich odtworzenie. W jednym i drugim przypadku chaty zniknęły, a w ich miejsce pojawiły się bloki wielorodzinne, których jest pełno, nawet w krajach Afryki. Czy to jest coś ciekawego do oglądania? Wątpliwa sprawa. Ale jakby co, to szlak architektury drewnianej został, wypisany na tabliczkach.

Odwiedziliśmy z kamerą osiedle Bojary, na których zostało już niewiele chat. Spojrzeliśmy na tabliczki i niestety… Pozostawia to wszystko wiele do życzenia. Potencjalny turysta dowie się z nich niewiele. Zobaczy jeszcze mniej. W zasadzie zabytkowej części Białegostoku nie ma sensu nawet zwiedzać. Nieliczne chaty, jakie tam pozostały, są w tragicznym stanie, reszta została rozsiana lub odrestaurowana w taki sposób, że krytykowali to nawet lokalni bojarscy miłośnicy osiedla.

W okolicach ulicy Młynowej i jej bezpośrednim sąsiedztwie też już mało co zostało do oglądania. Za chwilę będzie jeszcze mniej. Wszystko za sprawą zmiany przeznaczenia terenu, dzięki któremu deweloperzy posiadający tam grunty, podobnie jak na Bojarach, zapełnią przestrzeń blokami wielorodzinnymi. Niektóre z nich już powoli się budują. Inne dopiero są w fazie planów, ale zapewne wkrótce urosną przy Cieszyńskiej i nieopodal Młynowej.

Co zostaje? W chwili obecnej jedyną dzielnicą, która zachowała w większości swój zabytkowy charakter, są Dojlidy. Wciąż można tam spotkać nie tylko drewniane domy, ale także murowane z ponad 100-letnią historią różnych rodzin. Niektóre mieszkają w nich od pokoleń. Inni kupili stare domy, by poczuć klimat dawnego Białegostoku – trochę przemysłowego, trochę przetwórczego.

Jeśli i tam wejdzie zabudowa wielorodzinna, która od kilku lat wpycha się częściowo do Dojlid niewielkimi skrawkami, do poznania historii zostanie już chyba tylko Pałac Branickich, część ulicy Warszawskiej, Lipowej i Sienkiewicza. Reszta to coś, co o historii miasta powie niewiele, albo wcale. Identycznie jak szlak architektury drewnianej, która już raz zniknęła w pożarach i znika teraz spychana buldożerami pod nowe blokowiska.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska)

Tabliczki zamiast chat komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się