11°C lekki deszcz

To nie jest dobre rozwiązanie drogowe. Wypadek był kwestią czasu

Wiadomości, dobre rozwiązanie drogowe Wypadek kwestią czasu - zdjęcie, fotografia

Niedzielna tragedia na ulicy Antoniukowskiej zajmuje i bulwersuje mocno opinię publiczną. W jej wyniku życie straciło dwoje ludzi. Tymczasem kierowcy nie są wszystkim zaskoczeni i mówią nam, że śmiertelny wypadek był wyłącznie kwestią czasu.

Jak już informowaliśmy, kierowca który uderzył w dwójkę młodych ludzi, przyznał się do winy. Jednak odmówił składania wyjaśnień, co trochę utrudnia pracę śledczym. Niemniej, do naszej redakcji, bardzo szybko po tym zdarzeniu, zaczęły napływać informacje od kierowców o tym, że to skrzyżowanie jest niebezpieczne. Ich zdaniem kwestią czasu było to, o czym piszą od kilku dni lokalne media.

- Nie mam zamiaru usprawiedliwiać tego kierowcy. Ale proszę tam pojechać i zobaczyć, że ulica zaraz za skrzyżowaniem zakręca. Bardzo łatwo można zjechać w prawo i to wprost na przystanek, gdzie stoją ludzie – napisał do nas Maciej.

- Może po tej tragedii ktoś się w końcu zreflektuje i poprawi to skrzyżowanie. Tam naprawdę jest bardzo niebezpiecznie. Latem, to jeszcze jest ok, ale zimą łatwo jest wpaść w poślizg i wjechać prosto na przystanek. Mam nadzieję, że urzędnicy coś z tym zrobią, bo droga jest fatalnie wyprofilowana – mówi Sławomir, mieszkający w bloku nieopodal.

- Śmierć tych ludzi jest straszna. Przesyłam kondolencje całej rodzinie. Tylko kondolencje powinni też przesłać urzędnicy, którzy spartaczyli robotę przy przebudowie drogi. Kto normalny zagina na prostej łuk, żeby samochód zjeżdżał automatycznie do przystanku? I nie trzeba nawet szybko jechać, żeby zarzuciło w prawo – komentuje z kolei Kamil.

Sprawdziliśmy sami, czy faktycznie jest tak, jak piszą i komentują nam kierowcy. Próbowaliśmy przejechać ulicą Antoniukowską na wprost przez to skrzyżowanie. I okazuje się, że nawet jadąc z niedużą prędkością, auto samoistnie kieruje się w stronę przystanku, bo tak dokładnie prowadzi droga. Jest wygięta po łuku i z powrotem na prostą wychodzi dopiero za wjazdem, który znajduje się kilkanaście metrów za przystankiem autobusowym.

Przejeżdżaliśmy tym odcinkiem z różną prędkością i w zasadzie samochód reagował za każdym razem tak samo. Ściągało go w prawo, na wysokości przystanku autobusowego. Dokładnie tak, jak opisywali nam kierowcy. Oczywiście, że w tym miejscu nikt nie powinien się rozpędzać, ponieważ są jeszcze światła i przejścia dla pieszych. Jednak niedzielny, wczesny poranek, mógł uśpić czujność niejednego kierowcy. Przed godziną 5 rano, nawet w dzień powszedni, ruch panuje niewielki. Co wcale nie usprawiedliwia sprawcy wypadku, który odpowie za spowodowanie śmierci dwójki ludzi. Bo z zeznań świadków wynika, że jechał zbyt szybko.

- Błędnie zdecydowano o budowie łuku od razu za skrzyżowaniem. Nieroztropne również było lokalizowanie zatoczki autobusowej na łuku drogi. Co gorsza, zjazd do przystanku wykonany jest z kostki brukowej. Powszechnie wiadomo, że mokra lub zaśnieżona kostka jest śliska i hamowanie na niej, na dodatek na łuku drogi, może skutkować wypadnięciem auta. Są pewne rozwiązania, które są elementarzem praktycznie dla każdego projektanta. Dziwi mnie, że po tylu latach budowy dróg w Białymstoku, wciąż brak jest fachowców, którzy znają taki elementarz – komentuje naszej redakcji Artur Kosicki, ekspert od inwestycji budowlanych.

Skrzyżowanie Anotniukowskiej i Świętokrzyskiej nie jest w Białymstoku jednym miejscem, które jest tak fatalnie zorganizowane. Nowe ulice i ciągi komunikacyjne zawierają wiele niedoróbek, błędów i zwyczajnie stanowią zagrożenie dla życia kierujących, pieszych i rowerzystów. Całkiem niedawno pisaliśmy przecież o wyjeździe między innymi z ulicy Trawiastej. Tam wyjazd na drogę główną zasłaniają ekrany akustyczne. Mieszkańcy od wielu lat nie mogą doprosić się zmiany istniejącego stanu rzeczy.

Fatalnie zorganizowane jest również skrzyżowanie ulicy Radzymińskiej z ulicą Armii Wojska Polskiego. Kierowcy skręcający w prawo lub lewo mają utrudnioną widoczność. Tylko ci jadący na wprost widzą swoją trasę właściwie. Ale już zupełnie niedobrze ze swojej pozycji będą widzieli kierujących na lewym pasie wykonujących tam manewry. Bardzo źle wygląda też wiele tak zwanych nawrotek. Między innymi na ulicy Hetmańskiej zorganizowany lewoskręt do zawracania nie mieści większego pojazdu. I na dodatek znajduje się zbyt blisko świateł sygnalizacji świetlnej. Jest to rozwiązanie kompletnie pozbawione sensu.

- Proszę na przykład spojrzeć jak fatalnie rozwiązany jest zjazd z Trasy Generalskiej w ulicę Kapralską. Kierowca, który chce skręcić w prawo narażony jest na bardzo duże niebezpieczeństwo. Pojazdy jadą tam szybko – bo temu ma służyć obwodnica śródmiejska – ale fragment do zjazdu jest bardzo krótki i trzeba gwałtownie hamować. Co zrobią pozostali kierowcy za gwałtownie hamującym, nie trudno się domyślić. Na dodatek, kierowca wjeżdżając w Kapralską, wjeżdża też od razu na drogę dla rowerów i nie ma możliwości sprawdzenia wcześniej, czy nikt akurat tamtędy nie jedzie, bo całość zasłaniają ekrany akustyczne. Tak planować nie można. Lepiej przygotwać się dłużej, ale do dobrych rozwiązań. Te, o których wspomniałem. są niebezpieczne i wydaje się, że zabrakło odpowiedniej refleksji przed budową – tłumaczy ekspert od inwestycji budowlanych, Artur Kosicki.

Na pewno przebudowie musi ulec skrzyżowanie Antoniukowskiej Świętokrzyskiej. Droga powinna być wyprostowana. A jeśli nikt nie zamierza podejmować się takiej inwestycji, to przynajmniej przystanek autobusowy należałoby przenieść co najmniej kilkanaście lub kilkadziesiąt metrów dalej. Tragiczny wypadek z niedzieli zaskoczeniem dla wielu kierowców nie jest. Sami mówią, że taka tragedia była tylko kwestią czasu. A skoro stało się najgorsze, nie ma sensu utrzymywanie istniejącego stanu rzeczy. Należy jak najszybciej przystąpić do poprawy tego, co zostało popsute już na etapie planowania inwestycji.

Prokuratura i policja, oprócz nieodpowiedzialnego zachowania kierowcy, będzie z pewnością badać także i ten wątek zdarzenia dotyczący bezpieczeństwa zjazdu ze skrzyżowania. I tylko wciąż pozostaje pytanie, zadawane zresztą wielokrotnie – dlaczego nikt z urzędników za własne zaniedbania nie ponosi żadnej odpowiedzialności? Dopóki się to nie zmieni, wciąż na naszych drogach będą ginąć ludzie. Nie tylko z powodu nieodpowiedzialnego zachowania kierowców, ale – co trzeba też sobie powiedzieć – także i z powodu błędów tych wszystkich, którym w ręce oddajemy nasze bezpieczeństwo.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska)

To nie jest dobre rozwiązanie drogowe. Wypadek był kwestią czasu komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na fakty.bialystok.pl