Tu jest nawet inne powietrze

Felietony, nawet powietrze - zdjęcie, fotografia
Fakty Białystok 29/11/2019 15:35

Niedawno minęła kolejna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Były przemowy mniej lub bardziej uroczyste, mniej lub bardziej przemyślane, tudzież mniej lub bardziej płynące faktycznie z serca, a nie pisane przez kogokolwiek i tylko odczytane. Nie chcę tego oceniać, bo chcę wrócić myślami do tych, którzy naprawdę ponad 100 lat temu czekali na wolność.

Tak się zastanawiam, czy dziś faktycznie potrafimy docenić wolność, którą niewątpliwie mamy. Niezależnie od krzyków lewicowych i opozycyjnych polityków oraz mediów, wolność mamy. Taką wolność, której nie mieli nasi rodacy dawno temu. Myślę, że nie wszyscy jej czekali mimo wszystko. Ludzka natura jest już taka, że są ludzie, którym faktycznie chodzi o ideały, a są i tacy, którzy dla świętego spokoju lub własnej wygody potrafią wkomponować się w istniejący system i nie mieszać się do innych spraw. I nie ma znaczenia czy kieruje nimi strach, obojętność, lekceważenie, czy zwykłe przyzwyczajenie do sytuacji, której uważają, że nie da się zmienić.

Nie o tych będzie tu mowa, ale o tych, którym nie było wszystko jedno. Bo to właśnie dzięki nim, wszyscy możemy dziś sami o sobie stanowić. I to niezależnie od tego, czy komuś kiedyś było wszystko jedno, albo się bali, czy postawili całe swoje życie na jednej szali. To oni wywalczyli dla nas swoją krwią to, że możemy dziś mówić po polsku, że możemy nasze dzieci nauczać polskiej historii, że mamy gazety pisane w języku polskim, książki, programy telewizyjne, mamy w końcu także sklepy z polskimi produktami, kluby sportowe, choinkę na Boże Narodzenie i pisanki na Wielkanoc, mamy nazwy polskich miast, w końcu też mamy przychodnie lekarskie, w których lekarz mówi po polsku, Facebooka polskojęzycznego, a nawet i nasze bluzgi. Jest tyle rzeczy, z których korzystamy na co dzień, a których nie doceniamy, bo je mamy. Ale mamy je dlatego, że ktoś kiedyś właśnie postawił na szali wszystko, włącznie z całym swoim życiem.

Kiedyś tego nie dostrzegałam, może nawet nie ceniłam. Ale wszystko się zmieniło od jednego momentu. Dawno, bo to było ponad 20 lat temu, zdarzyło mi się być na emigracji około roku. Mieszkałam wówczas w Londynie. To były czasy, kiedy Polska jeszcze nie była w Unii Europejskiej i żeby się tam dostać, trzeba było mieć wizę. Co też oznacza, że w Londynie nie było aż tylu Polaków co teraz. Nie było łatwo spotkać na ulicy Polaka, choć się zdarzało. I pamiętam, jak były święta Bożego Narodzenia. Byłam daleko od domu, od rodziny i z dala od naszej tradycji. Brytyjczycy nie organizują Wigilii. Dziwili się, że nie idę z nimi do pubu, ale zachowuję post, a na kolację jem potrawy bezmięsne. Dziwili się, że prezenty daję im w Wigilię, której oni nie obchodzą, bo przecież u nich prezenty daje się w tak zwany boxing day, czyli w drugi dzień naszych świąt.

Pamiętam, jak 11 listopada, opowiadałam znajomym w Londynie, że Polska odzyskała niepodległość, że po 123 latach, odzyskaliśmy nasz kraj. Mało kto w ogóle o tym wiedział. Oni tam na Wyspach obchodzą dzień pamięci, swojej pamięci, dla nich bowiem skończyła się wielka wojna, która przyniosła zwycięstwo. Ale jak to porównać do naszego zakończenia wojny, które było okupione tysiącami żyć na różnych frontach? Brytyjczycy walczyli o swój kraj, a o czyj walczyli Polacy? Nas wcielano siłą do różnych armii zaborczych, kiedy potrzebne było mięso armatnie. Nikt Polaków nie pytał czy chcą umierać za jakikolwiek kraj, który nie był nasz, w którym byliśmy obcymi, w którym nas germanizowano, rusyfikowano, w którym za naukę języka polskiego można było zostać powieszonym lub w najlepszym przypadku wtrąconym do więzienia. O jaki kraj walczyli Polacy przez niemal całą I wojnę światową?

Pamiętam jak w Londynie szukałam choćby jednej książki pisanej w języku polskim. Obeszłam nawet antykwariaty, aby znaleźć cokolwiek po polsku. Pamiętam, jak moi rodzice przysłali mi dwie kasety video z polskimi filmami. Katowałam je non stop, aby posłuchać czegokolwiek po polsku. Pamiętam też, jak kiedyś znalazłam skrawek jakiejś polskiej gazety. Nie wiem co to była za gazeta. Tam był tylko skrawek z prognozą pogody dla całego kraju i fragment jakiegoś ogłoszenia o sprzedaży garażu na ulicy Polnej. Nie wiem nawet w jakim mieście, bo to był tylko skrawek. Ale czytałam ten skrawek przez cały dzień od początku do końca, wielokrotnie. Wiecie dlaczego? Dlatego, że był tak ogromny głód języka polskiego. Nie sądziłam nigdy wcześniej, że tak bardzo może mi brakować mojego ojczystego języka. A nie sądziłam, bo odkąd się urodziłam, zawsze był, wszędzie. Aż do momentu mojego wyjazdu do Wielkiej Brytanii.

Wtedy sobie uświadomiłam, co mogli czuć Polacy, którzy tego języka nie mieli. Przez 123 lata zaborów języka polskiego nie było w urzędach, nie było oficjalnie na ulicach, nie było nigdzie w szkole. Owszem Polacy organizowali tajne komplety, wydawali prasę podziemną, mieli swoje sposoby na zachowanie języka, kultury, tradycji, ale wszystko to przecież dla wielu kończyło się śmiercią. To są zwykłe rzeczy, nic nadzwyczajnego przecież. Jakaś gazeta, jakaś książka, jakiś strój, jakaś piosenka… Nie chodziło naprawdę o nic wielkiego, jak przejęcie kopalni diamentów, czy złóż ropy naftowej. A jednak, to było coś wielkiego. Coś, czego dziś nie jesteśmy sobie w stanie nawet wyobrazić. Myślę, że każdy, kto był na emigracji, z dala od kraju i od rodziny, wie dokładnie o czym mówię i czego im brakowało lub pewnie i nadal im brakuje.

Dziś bez problemu rozsiana po świecie Polonia może się spotykać, pielęgnować nasze tradycje. Nie ma wojny, jesteśmy spokojni i większości nie grozi wyrok z Polski wydany przez jakieś zaborcze władze. Niektórzy wracają z emigracji po latach. Ja wróciłam po roku. Tylko po jednym roku. Ale pamiętam doskonale, jak w drodze powrotnej, kiedy na polskiej granicy wjechaliśmy przez szlaban, to cały autobus bił brawo. Byliśmy u siebie. Wyszłam wtedy z autokaru. Po roku nieobecności w kraju. Tu nawet powietrze było inne. Kompletnie inne, ten zapach znany od dzieciństwa, mój, polski.

Powiem coś jeszcze. Około 10 lat później miałam okazję być kilka dni na Białorusi. Krótko, przecież to tylko kilka dni. Ale powrót do Polski był dokładnie taki sam, jak ten z Wielkiej Brytanii po roku nieobecności. Jak tylko przekroczyłam granicę, wiedziałam, że jestem u siebie, że tu jestem bezpieczna. I to powietrze… Choć Białoruś jest przecież po sąsiedzku i klimat oraz powietrze prawie się nie różni. A jednak. Różni się i to bardzo.

Próbuję sobie teraz wyobrazić, jak mogli się czuć Polacy dawno temu, którzy nie mieli możliwości być u siebie. Nie mieli jak wrócić do Polski, której nie było. Nie wiem, jakie wtedy było powietrze i jakie towarzyszyły im uczucia, kiedy wracali na przykład z Prus Wschodnich do Białegostoku, który był pod innym zaborem. Nie wiem. I chyba nie chcę wiedzieć. Ale wiem jedno, że tysiące Polaków cieszyło się całymi sercami, kiedy wiedzieli, że mają w końcu swój własny kraj. Że mogą mówić po polsku i nic złego im się nie stanie. Cieszyli się widząc polskich żołnierzy, cieszyli się nawet odbudowując kraj po zniszczeniach wojennych, bo budowali w końcu swój dom. I jestem święcie przekonana, że cieszyli się nawet ci, którym było wszystko jedno, albo wcześniej się bali. W końcu byli u siebie, w swoim kraju, w swoim domu. Za to wszystko i tym wszystkim, którzy oddali życie, a także tym, którzy przeżyli i budowali moją Ojczyznę, dziękuję z całego serca. Ja naprawdę to doceniam i do końca swoich dni będę wdzięczna, że Wam nie było wszystko jedno. Dlatego w miarę możliwości, będę pilnowała naszej Polski dla Was, dla siebie, dla tych, którzy przyjdą po mnie. Bo warto.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)

Reklama

Tu jest nawet inne powietrze komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez fakty.bialystok.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Grupa Optima Sp. z o.o. z siedzibą w Białystok 15-866, Zagumienna 9/1 m 47

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"