16°C lekkie zachmurzenie

Urzędnicy w Białymstoku urządzają prywatę. Im wolno

Wiadomości, Urzędnicy Białymstoku urządzają prywatę wolno - zdjęcie, fotografia

Dyrektor szkoły czy dyrektor departamentu może sobie choćby kredką narysować miejsce parkingowe i plasteliną wykleić na drzewie znak, który poinformuje innych kierowców, że to jego święte miejsce. I nikt nie ma prawa na tym stanowisku stanąć. Dlaczego? Bo tak. Prezydent na to pozwala.

Dobrze, że jeszcze nie trzeba obowiązkowo przed dyrektorem szkoły lub departamentu edukacji mieć wyglądu durnowatego i lichego. Przynajmniej na razie. Na całe szczęście taki dyrektor, a nawet prezydent, któremu ów dyrektor podlega, pozwala chodzić w ubraniach, jakie ktoś ma w szafie. Mało tego. Pozwala nawet pojawić się autem pod placówką. Ale już zaparkować na świętym miejscu dyrektora na publicznym parkingu – nie można. Nie można i już. Za to urzędnik może wszystko.

Wracamy do sprawy oznakowania miejsc parkingowych na terenie jednej z białostockich szkół oraz pod siedzibą departamentu edukacji. Są tam wymalowane koperty, na których może stawać wyłącznie dyrektor szkoły lub departamentu. Problem polega jednak na tym, że koperty są nielegalne. Zgodnie z przepisami, tak znakować miejsc postojowych nie można. Ale za przyzwoleniem prezydenta, obowiązujące przepisy prawa, można mieć głęboko tam gdzie słońce nie dochodzi i urządzać prywatę według własnego widzi mi się.

- Zastawił mnie pracownik szkoły i powiedział, że nie wypuści, bo to miejsce z kopertą jest zarezerwowane dla dyrektora szkoły. A ja miałem czelność zaparkować na tym „świętym” miejscu. Nie wiem, co ten człowiek chciał osiągnąć, kiedy nie chciał mnie wypuścić. Naprawdę nie mam pojęcia – opowiadał naszej redakcji pan Maciej, który przyjechał na kurs odbywający się w szkole przy ulicy Ogrodniczki.

To była sobota, na początku grudnia ubiegłego roku. Tego dnia administracja szkoły nie pracowała. Co wcale nie przeszkadzało jednemu z pomocniczych pracowników placówki oświatowej trzymać święte miejsce parkingowe dla tak wyjątkowej persony, jaką jest dyrektor tejże szkoły. Nie było znaczenia, że miejsce jest publiczne, namalowana koperta nie spełniała wymogów określonych przepisami prawa, a do drzewa był przybity odręcznie wykonany znak.

Zgodnie z przepisami prawa koperta musi spełniać wymogi określone dla znaku P-20 – czyli musi zawierać odpowiednią grubość linii i kąty pomiędzy nimi. Do tego musi posiadać wyraźne oznaczenia dla jakiej grupy pojazdów jest zarezerwowana (nazwa organu lub symbol niepełnosprawnego). W tym przypadku nic takiego nie było. Żaden z warunków nie został wypełniony. Stąd wezwana na miejsce przez pana Macieja policja, wlepiła mandat pracownikowi szkoły, który utrudniał i blokował wyjazd prawidłowo zaparkowanemu pojazdowi.

- To ja wezwałem policję, bo przecież nie będę się przekomarzał z facetem. On cały czas powtarzał, że to dyrektora miejsce, że takie ma polecenie i że nikt nie śmiał tam parkować, bo koperta jest. Żaden to argument i żadne tłumaczenie. Nie interesowało mnie co sobie pan dyrektor tam powymyślał. Równie dobrze mógł narysować kwiatki na asfalcie i miało by to taki sam efekt – zerowy – opowiadał pan Maciej.

O tym fakcie poinformowaliśmy urząd miejski. Tym bardziej, że prawie identycznie było oznakowane miejsce do parkowania dla pani dyrektor Ewy Mituły, która kieruje departamentem edukacji. Chcieliśmy sprawdzić czy prezydent w ogóle posiada wiedzę, że podlegli mu urzędnicy urządzają prywatę na publicznym terenie. Okazało się jednak, że departament edukacji nie podlega prezydentowi, a tak w ogóle to nie jest częścią urzędu miejskiego. Do tego szkoła publiczna, która podlega prezydentowi Białegostoku to już w ogóle jakiś twór, o którym nikt nic nie wie, bo tak się złożyło, że nie leży w pasie drogowym. Zaś opisana przez nas sytuacja i mandat, który otrzymał pracownik szkoły od policji, w ogóle nie miały miejsca.

- Nie ma miejsca sytuacja opisana w pytaniu, ponieważ wspomniane lokalizacje nie leżą w pasie drogowym. Za oznakowanie terenu odpowiada jego zarządca, a więc ani w przypadku szkoły, ani urzędu nie ma mowy o nielegalnym oznakowaniu miejsc postojowych. Samochody na tych parkingach czekają na pracowników, którzy świadczą pracę na rzecz Miasta, a także na rodziców, którzy odbierają dzieci ze szkoły – odpowiedziała naszej redakcji Anna Kowalska z biura prasowego prezydenta Białegostoku.

Wychodzi więc na to, że publiczny teren szkoły jest własnością dyrektora szkoły. Departament Edukacji, który jest jedną z komórek urzędu miejskiego, dziwnym trafem odłączył się od tego urzędu, a nawet w ogóle od Białegostoku i w międzyczasie założył sobie własne państwo z królową. Skoro urząd miejski nie jest zarządcą terenu urzędu miejskiego, to raczej musi być jakimś nowym tworem, bo nawet nie podlega polskiemu prawu. Wysnuliśmy zatem wniosek, że w Białymstoku powstało niewielkie państwo o nazwie Departament Edukacji z królową, która na własnym prywatnym terenie oznakowała jak chciała swoje święte miejsce do parkowania.

Szkoła na ulicy Ogrodniczki także w ciągu miesiąca odłączyła się od sieci szkół publicznych i wypadła spod jurysdykcji prezydenta Białegostoku. Na szczęście prezydent jeszcze zdążył wybrać na dyrektora Cezarego Wysockiego. Po czym teren szkoły wraz z parkingiem stał się prywatną własnością dyrektora. Bez przetargu, bez referendum, bez słówka komunikatu w tej sprawie.

Przypomnieć należy w tym miejscu i to koniecznie, że tereny należące do zarządcy, czyli w jednym przypadku do szkoły, w drugim do urzędu miejskiego nie są mimo wszystko prywatną własnością. Urzędnicy mogą świadczyć jakąkolwiek pracę na rzecz miasta i to jest obowiązek, a nie przywilej. Ponadto tereny miejskie nie należą do pana dyrektora, ani pani dyrektor, ani nawet do prezydenta, tylko do wszystkich mieszkańców Białegostoku, którzy mają pełne prawo parkować na własnym terenie. Bo to jest ich teren, a nie pana prezydenta lub dyrektorów. Za rok lub dwa żadnego z nich może nie być na zajmowanym dziś stanowisku, ale teren i parking nadal będzie własnością mieszkańców Białegostoku. Przynajmniej do czasu, dopóki nie zostanie sprzedany.

Praca w urzędzie, praca w szkole, praca prezydenta Białegostoku, jest służbą wobec mieszkańców! To nie przywilej, tylko służba! Pora to sobie w końcu uświadomić. Każda z tych osób jest pracownikiem mieszkańców Białegostoku, którzy płacą co miesiąc wynagrodzenia za ich służbę! Jeśli dyrektorzy potrzebują miejsc parkingowych wyłącznie do swoich potrzeb, to powinni oznakować je zgodnie z przepisami prawa. Koperta musi spełniać wymogi określone dla znaku P-20 – czyli musi zawierać odpowiednią grubość linii i kąty pomiędzy nimi. Do tego musi posiadać wyraźne oznaczenia dla jakiej grupy pojazdów jest zarezerwowana, zatem powinna być tam wpisana nazwa organu lub symbol niepełnosprawnego. A już na pewno żaden znak namalowany odręcznie nie powinien być przybity do drzewa. Ale skoro prezydent pozwala na takie rzeczy, może warto by było, aby pod samym wejściem do urzędu miejskiego ktokolwiek z mieszkańców namalował kopertę przykleił kartkę ze znakiem, że to jego miejsce? Skoro urzędnikowi można, to dlaczego nie właścicielowi terenu?

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: nadesłane przez czytelnika)

Urzędnicy w Białymstoku urządzają prywatę. Im wolno komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na fakty.bialystok.pl