7°C całkowite zachmurzenie

W drodze na Trzcianne zaniosło nad do Karczmy Kaktusik… w Augustowie!

Smaczny Białystok, drodze Trzcianne zaniosło Karczmy Kaktusik… Augustowie! - zdjęcie, fotografia

Nic tu się nikomu z nas nie pomyliło, a już na pewno nie kierunki. Jechaliśmy sobie spokojnie na Trzcianne aż tu nagle… Bum! Jesteśmy w Augustowie. Mieliśmy sprawdzić grecką restaurację, tylko że wylądowaliśmy w Karczmie Kaktusik. I wiecie co? Tak widocznie musiało być. Spędziliśmy tam ładnych kilka godzin.

Od jakiegoś czasu opisujemy nasze kulinarne wycieczki po regionie. Ale w zasadzie jeszcze nie zdradziliśmy naszej cotygodniowej przygody, która towarzyszy nam od samego początku, od kiedy postanowiliśmy raczyć się kulinarnie i dzielić się wrażeniami z czytelnikami. Otóż, jeszcze nigdy, ani razu, nie dojechaliśmy do miejsca, które zaplanowaliśmy wcześniej. Za każdym razem dziwnym trafem i zrządzeniem losu, tudzież Opatrzności, trafiamy na lokal, którego nie braliśmy pod uwagę. I tak na przykład w drodze na Knyszyn, zaniosło nas do Białowieży. Gdy zmierzaliśmy do Supraśla, jakoś wyrzuciło nas na Tykocin. A kiedy próbowaliśmy dotrzeć do Trzciannego, jakimś cudem dotarliśmy do Augustowa.

Po pierwsze pasażer srebrnej strzały zażyczył sobie postoju na stacji paliw i to jeszcze zanim wyjechaliśmy z miasta, a później nas zniosło na Trasie Generalskiej. I zamiast polecieć na Ełk, polecieliśmy na Suwałki. Po drodze jeszcze próbowaliśmy zbaczać, ale ostatecznie zdecydowaliśmy, że jedziemy do Augustowa, sprawdzić grecką restaurację. Pół drogi zastanawialiśmy się, co zjeść, czy faktycznie dane nam będzie posmakować prawdziwej kuchni greckiej. I w ostateczności zjedliśmy dania kuchni polskiej. Niestety, globus Polski nam się popsuł dosłownie na wjeździe do Augustowa, więc zatrzymaliśmy się… zaraz za rzeką… zjechaliśmy na prawo i tak trafiliśmy do Karczmy Kaktusik.

Od razu powiemy, że miejsce już z ulicy wygląda jak z bajki. Kolorowe, błyszczące światełkami, a na wjeździe gości witają dwa żubry. Może nawet i więcej jest tych żubrów. Ale my byliśmy już tak głodni, że patrzyliśmy tylko, gdzie zaparkować i marzyliśmy o tym, by jak najszybciej dopaść do ciepłej michy. W tym miejscu musicie wiedzieć, że parking zbyt duży nie jest, choć sprawia wrażenie ogromnego. Za to do samej karczmy idzie się bajkowym wręcz szlakiem, wśród zieleni, drewnianej zabudowy i obok wiaty, która latem służy za letni ogródek. Miejsce jest przepiękne.

Wewnątrz roi się od wszystkiego. Na ścianach, suficie i gdzie tylko się da wiszą albo są przyczepione różnego rodzaju ozdoby. I wiecie co? Wcale źle to nie wygląda. To wszystko nadaje ciepła Karczmie Kaktusik. Dodaje na tyle, że aż nie chciało się nam stamtąd wychodzić. Nie chciało się także z innego powodu. Wewnątrz są duże stoły z wygodnymi krzesłami, a obsługa jest dobrze przygotowana do swojej pracy.

Pora na zamówienie. No to na początek zamówiliśmy sobie zupy – krem z dyni z grzankami oraz żurek. Oczywiście, jak zwykle, jedna maruda przy naszym stole marudziła, że krem z dyni nie jest gorący. Na szczęście maruda dostała swój żurek taki gorący, że przestała marudzić i zajęła się dmuchaniem w łyżkę. Smakowo – bomba! Jedna i druga zupa.

Potem na przystawkę zamówiliśmy sobie do poskubania wątróbki z jabłkami i musztardą. Byliśmy ciekawi smaku, bo pierwszy raz nam się zdarzyło jeść smażone wątróbki z cebulką, musztardą i jabłkiem. Powiemy krótko – palce lizać. Nawet maruda, która w ogóle nie jada jabłek, zjadła i smakowało. Przynajmniej do czasu, aż się zorientowała, że smakują jej jabłka. Potem skubała już same wątróbki badając czy aby kawalątek jabłuszka się nie przykleił gdzieś z boku.

No i nadejszła pora na dania główne. Na stół wjechały polędwiczki wieprzowe z purée ziemniaczanym oraz karmelizowaną marchewką i groszkiem. Podano nam również pielmieni syberyjskie z surowego mięsa wieprzowo-wołowego z winnym octem i śmietaną. Trzeba przyznać, że czegoś takiego jeszcze nie jedliśmy. Smak pielmieni z surowym mięsem – dziwny, ale bardzo dobry. Nie mogliśmy się zgodzić, czy lepsze są z octem winnym, czy jednak ze śmietaną. W każdym razie mieszać śmietany z octem nie polecamy. Lepiej wybrać jedno z dwojga.

Polędwiczki za to pyszota! Świetnie doprawione, podpieczone, łatwo się kroiły, smaczne, pachnące ziołami i przyprawami, że nie trzeba było niczego już dodawać. Podobnie, jak do karmelizowanej marchewki i groszku. W tym miejscu musimy koniecznie dodać, dlaczego nasza wizyta przedłużyła się znacznie. Otóż porcje były takie, że trzeba było przerwy robić, aby dało się wszystko zmieścić w żołądku. Oprócz tego, klimat lokalu… Ciepło, przytulnie, cicha muzyczka w tle. A za oknem teraz to wiadomo, człowiek tylko spojrzy co się za nim dzieje i podświadomie szuka sznura, zwłaszcza rano. Wracając zaś do Karczmy Kaktusik i naszego obiadu, to naprawdę ledwie dało się zmieścić.

Ale… skoro już tak siedzieliśmy, snując rozważania o Beacie z Albatrosa tudzież letnim pływaniu na byle czym, postanowiliśmy jeszcze spróbować deseru. Miła pani z obsługi doradziła pieczone banany w miodzie z lodami. Mega! W tym przypadku, choć porcja nie wyglądała na przesadnie dużą, to cała się nie zmieściła.

Co warto wiedzieć jeszcze o Karczmie Kaktusik? Przede wszystkim to, że lokal pakuje jedzenie, jeśli klient nie jest w stanie zjeść całej porcji. W pojemniczku można zabrać do domu także deser. Dzieci, mają kącik zabaw. Poza tym ich porcje obiadowe są dopasowane do rozmiarów żołądków oraz do gustów kulinarnych młodszych klientów. Toaleta znajduje się poza salą restauracyjną. Jest czysta, przestronna, można wchodzić bez obaw.

Koniecznie musicie odwiedzić to miejsce. Jeśli wybieracie się niebawem do Augustowa, postój w Kaktusiku wpiszcie, jako obowiązkowy. Latem, kiedy działa ogródek letni, musi być przepięknie. Przy samym lokalu płynie strumyk, jest tam masa zieleni i nie słuchać praktycznie ruchu ulicznego, choć ten znajduje się dosłownie rzut beretem na lewo od drzwi wejściowo-wyjściowych. Karczmę Kaktusik oceniamy bardzo wysoko. To jedna z najlepszych restauracji, jakie odwiedziliśmy w tym roku. I już teraz odgrażamy się – wrócimy tam na pewno.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska)

W drodze na Trzcianne zaniosło nad do Karczmy Kaktusik… w Augustowie! komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na fakty.bialystok.pl