28°C lekkie zachmurzenie

Warszawa zjechała, żeby poprzeć prezydenta, który nie chce realizować celów z Warszawy

Wiadomości, Warszawa zjechała żeby poprzeć prezydenta który realizować celów Warszawy - zdjęcie, fotografia

Tak jak można było przypuszczać, Tadeusz Truskolaski wystartuje ponownie na stanowisko prezydenta Białegostoku. Ogłosił to w miniony wtorek, 5 czerwca, podczas partyjnej konwencji dwóch ugrupowań. Partie musiały połączyć siły i wystawić posłusznego im do tej pory polityka, którego nie chcą lub nie potrafią zagospodarować inaczej.

Z członkami dwóch partii politycznych i szefami dwóch partii politycznych, Tadeusz Truskolaski po raz czwarty ogłosił swój start w wyborach samorządowych na prezydenta Białegostoku. Stojąc po jednej stronie z szefem Platformy Obywatelskiej, a po drugiej z Nowoczesnej, próbował przekonać, że jest bezpartyjny i że nie będzie realizował programów z Warszawy. W tym celu przyjechali politycy z Warszawy, żeby najwyraźniej utwierdzić, że tak właśnie będzie.

- My będziemy działać samodzielnie, my będziemy podejmować najlepsze decyzje, oczywiście wcześniej przedyskutowane, wcześniej skonsultowane z mieszkańcami, ale będziemy to robić samodzielnie. Po to, aby nie realizować celów, które gdzieś narzucane są z Warszawy, ale po to, aby służyć mieszkańcom. Ale oczywiście przez to, żeby również wspierać te formacje, które nas desygnowały, bo to właśnie zadowoleni mieszkańcy z tej małej ojczyzny będą wybierać te partie, które postawiły na dobrych gospodarzy – powiedział Tadeusz Truskolaski.

Za chwilę dodał, w zasadzie już tradycyjnie, że jest bezpartyjny. Jednak posłuszeństwo wobec obydwu partii, z których jedna ponownie, a druga po raz pierwszy, wystawiły go jako kandydata na prezydenta Białegostoku, zadeklarował, jak też i to, że będzie wspierał na poziomie lokalnym pomysły, które zrodzą się w Warszawie. Najwyraźniej są w Warszawie pomysły lepsze i pomysły gorsze. I tylko Tadeusz Truskolaski będzie wiedział, które są które i zrealizuje tylko te, które uzna za stosowne.

Sam fakt wsłuchiwania się w głos mieszkańców, jak i konsultacji czegokolwiek z mieszkańcami, w ustach akurat Tadeusza Truskolaskiego brzmi jak kiepski żart. Białostoczanie przekonali się niejednokrotnie przez 12 lat, jak takie konsultacje wyglądają i wiedzą doskonale, że ich głos kompletnie się nie liczy. Warto przypomnieć w tym miejscu zachęcanie mieszkańców do nieuczestniczenia w referendum, a następnie zlekceważenie głosów, które wyrazili w tym referendum. Przykładów można mnożyć jeszcze więcej, jak w sprawie Lasu Zwierzynieckiego, odnośnie którego prezydent nie dopuścił do konsultacji społecznych, zatajenie informacji o wycince Lasu Solnickiego, budowie uliczki osiedlowej na domach mieszkańców, albo można przypomnieć jak wsłuchiwał się i wsłuchuje w głos mieszkańców, którzy od kilku lat proszą o wyłączenie systemu zarządzania ruchem.

- Zaskakuje brak przedstawienia programu i hasła wyborczego. Zwyczajowo na takich konwencjach jest przedstawiany program oraz hasło. Odwoływanie się do sukcesów z przeszłości, może nie wystarczyć – skomentował naszej redakcji dr Jarosław Matwiejuk, konstytucjonalista z Uniwersytetu w Białymstoku, którego poprosiliśmy o komentarz do konwencji oraz programu Tadeusza Truskolaskiego.

Faktycznie, nie było w zasadzie ani słowa o programie wyborczym, nie było hasła, ani niczego konkretnego, co dałoby obraz tego, czym białostoczan tym razem chce zaskoczyć Tadeusz Truskolaski. W zasadzie z tego co mówił, wynika, że nic się nie zmieni. Z rzeczy, które chciałby realizować, wymienił wyłącznie drogi osiedlowe. Pozostałe tematy, to tematy już w Białymstoku znane i w zasadzie załatwione mniej lub bardziej udolnie. Być może w większości nawet mniej udolnie. Bo takie wnioski nasuwają się po wypowiedzi Katarzyny Lubnauer, która po 12 latach prezydentury Tadeusza Truskolaskiego w Białymstoku stwierdziła, że jest tu jeszcze sporo do zrobienia, żeby dogonić miasta na zachodzie Polski.

- Województwa ściany wschodniej są bardzo ważne, dlatego że tutaj jest szczególnie dużo do zrobienia. Tu szczególnie trzeba zadbać, aby obywatele mieszkający w tych miastach mieli pracę, żeby rozwijać całe regiony, żebyśmy mieli do czynienia z sytuacją, kiedy będzie się wyrównywać gospodarczo ten teren z terenami Polski zachodniej – powiedziała szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer.

Posłanka też chwaliła ustępującego prezydenta, który chce jeszcze raz jednak rządzić w mieście. Niemniej, wychodzi na to, że po 12 latach zarządzania przez Tadeusza Truskolaskiego stolicą regionu oraz rozwijania gospodarczo województwa podlaskiego przez zarząd województwa kierowany od 12 lat przez Platformę Obywatelską, która też popiera prezydenta Białegostoku od 12 lat, jesteśmy nadal w ogonie Polski. A przynajmniej tak jesteśmy postrzegani na zachód od Narwi lub Bugu. Nie jest to dobra rekomendacja na dalsze lata w takim razie.

Ale być może właśnie ten fakt sprawił, że Tadeuszowi Truskolaskiemu żadna partia do tej pory nie zaproponowała żadnego, nawet mało ważnego, stanowiska w gremiach ogólnopolskich. On sam raczej na to liczył, bo mówił tuż po konwencji, zaraz po tym, gdy zapowiedział po raz kolejny swój start w wyborach samorządowych, że praca na urzędzie w roli prezydenta, jest mało satysfakcjonująca. Między innymi przez nadmiar obowiązków oraz odpowiedzialność.

- To jest niezwykle ciężka praca, bardzo odpowiedzialna. Państwo też doskonale wiecie, że tej satysfakcji jest dużo mniej niż zagrożeń, niż różnego rodzaju przeszkód, niż różnego rodzaju obciążeń, która ona za sobą niesie – mówił Tadeusz Truskolaski.

- Zastanawia dlaczego po tylu latach prezydent Tadeusz Truskolaski nie otrzymał jak do tej pory propozycji kandydowania do innych organów władzy w kraju. Nie otrzymał również jak dotąd propozycji sprawowania ważnych stanowisk w kraju – powiedział naszej redakcji dr Jarosław Matwiejuk, konstytucjonalista.

Być może prezydent nie ma już na siebie pomysłu, bo przecież też i nie przedstawił programu na kolejne wybory. Wiele lat ścisłej współpracy z Platformą Obywatelską oraz obecna jeszcze ściślejsza współpraca z Nowoczesną, też nie zaowocowały żadnymi poważnymi stanowiskami rangi krajowej. A być może wypalił się już politycznie, albo stracił resztki nadziei na to, że coś mu się jeszcze uda? W końcu odeszli od niego bliscy współpracownicy, którym ufał. Teraz najwyraźniej już nie ufa i ocenia ich zwyczajnie źle. Między innymi Tadeusza Arłukowicza – swojego byłego zastępcę, a także i Katarzynę Sztop – Rutkowską, która niejednokrotnie pomagała z SocLabem w realizacji różnych programów lub w pisaniu różnych programów dla potrzeb społeczności Białegostoku. Korzystał z nich niegdyś Tadeusz Truskolaski.

- Ci kandydaci, którzy się do tej pory objawili, nie dają żadnej gwarancji, żadnej rękojmi, że Białystok będzie się rozwijał. To są kandydaci, którzy w większości będą reprezentowali, czy ci najpoważniejsi kandydaci, którzy gdzieś tam się pojawili w sondażach, będą reprezentowali interesy swoich partii – mówił Tadeusz Truskolaski.

Jednak wszyscy kandydaci, którzy do tej pory się pojawili nie należą do żadnych partii, oprócz Jacka Żalka, który przynależy do partii Porozumienie oraz Marcina Sawickiego, który choć należy do partii Wolność, nie korzysta z tego szyldu – reprezentuje inicjatywę o nazwie Kocham Białystok. Pozostali są bezpartyjni i nie reprezentują żadnych partii. Za to koalicyjny komitet, który poparł Tadeusza Truskolaskiego, składa się aż z dwóch partii, z pełnym zapleczem i których przedstawicieli na stanowiskach zastępców zatrudnia Tadeusz Truskolaski.

Czyje zatem interesy reprezentują? Czyje będą reprezentować w przyszłości? I dlaczego poprzeć Tadeusza Truskolaskiego przyjechali z Warszawy politycy partyjni? Coś ewidentnie popsuło się w przekazie, który po rozłożeniu na składniki wygląda kompletnie niespójnie, chaotycznie, a tak naprawdę jest pozbawiony sensu. Ostatecznie, o wszystkim zdecydują jesienią wyborcy.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)

Warszawa zjechała, żeby poprzeć prezydenta, który nie chce realizować celów z Warszawy komentarze opinie

  • gość 2018-06-06 20:56:39

    Za nim zadecydują wyborcy ,to radni w myśl ustawy POzbawią p.prezydenta następne ... 20 % wynagrodzenia . Za takie pieniądze to pani Bieńkowska nie raczyłaby nawet przychodzić do pracy nie mówiąc o jakimkolwiek wysiłku dla dobra społeczeństwa . Trzeba też zważyć ,że gdzie nie dotknie się promotor tyż-kiewicz tam wszędzie .... k l a p a. Więc nic dobrego to nie wróży wybranemu .

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na fakty.bialystok.pl