19°C bezchmurnie

Zostało nam oglądanie kotów

Felietony, Zostało oglądanie kotów - zdjęcie, fotografia

Nie wiem, może jestem z tym sama. Może to tylko moje myśli. Ale wydaje mi się, że współczesny świat i dostęp do informacji sprowadza większość ludzi do zajmowania się głupotami i nie podejmowania tematów ważnych albo trudnych. Jak tak dalej pójdzie, zostanie nam wyłącznie oglądanie psów i kotów oraz filmików z robienia ciasteczek.

Nie oglądam telewizji, żadnej. Telewizor od prądu odcięłam już kilka lat temu. Jeśli go włączam z jakiegoś powodu, to jest to dla mnie jakiś ważniejszy powód – na przykład obejrzenie występu kogoś z grona bliskich znajomych lub przyjaciół. Nie chce obrażać tu swoich kolegów czy koleżanek, którzy się starają zapewnić treści ważne odbiorcom i telewidzom. Tak naprawdę współczuję tym ludziom, że toczą walkę z wiatrakami. Podobnie jak ja, tyle że na innym polu. A walka niestety jest coraz trudniejsza.

W telewizorach mamy w tej chwili setki, może nawet tysiące kanałów. Powinnam móc coś sobie wybrać i cieszyć się, że mam tyle możliwości. Jako dziecko czy nawet osoba dorosła, wiele lat temu kanały mogłam policzyć. Pamiętam jak cieszyłam się, gdy za swoje pierwsze pieniądze wykupiłam dostęp do kablówki z 38 kanałami telewizyjnymi. Kiedy oglądałam jeden interesujący mnie program, w tym czasie nagrywał się inny. Człowiek chciał wiele zobaczyć, wiele się dowiedzieć i wiele posłuchać – jak kiedyś na muzycznym kanale MTV. Uwielbiałam go. Przez kilka lat było to dla mnie najlepsze źródło muzyczne, choć nie było w nim właściwie polskiej muzyki.

Ale nie ważne. Ważne jest to, co stało się później. Nie ma już dziś kanału MTV, jaki pamiętam. Nie ma też wielu innych, które oglądałam, bo lubiłam. Jednym z moich ulubionych był program „5-10-15”, lubiłam porady Adama Słodowego, czekałam na program Michała Fajbusiewicza ''Magazyn kryminalny 997”, z pasją oglądałam dawny „Magazyn Reporterów” z filmami dokumentalnymi, a także wiele innych. Później to wszystko zaczęło się zmieniać.

Zaczęły się zmieniać filmy, które oglądałam, zaczęły się zmieniać programy w telewizji i zaczęły się zmieniać wiadomości. A najbardziej zaczęły się zmieniać programy publicystyczne, które też lubiłam. Polityką interesowałam się jeszcze jako nastolatka. Wychowałam się na czytaniu „Najwyższego Czasu”, słuchaniu korwinowców, lubiłam programy radiowe z udziałem polityków i programy telewizyjne z udziałem polityków. Teraz już prawie tego nie lubię. Mówię prawie, bo są jeszcze miejsca, w których da się to obejrzeć i wysłuchać. Bo kiedy publicystyka zaczęła sprowadzać się wyłącznie do zapraszania do studia dwóch skrajnie nie zgadzających się pyskaczy, a cała rozmowa była stekiem  większych lub mniejszych, ale jednak bzdur, telewizor został odłączony od prądu i raczej na zmianę tego stanu rzeczy się nie zanosi.

Telewizja zrobiła z nas durniów. Zachłysnęliśmy się jakimiś Big Braderami, Idolami, jakimś szitem o patologii w szkołach lub w szpitalach. Tyle ludzi patrzy w to pudełko i jara się jakimiś gwiazdeczkami, których nazwiska mi dziś kompletnie nic nie mówią. Przepraszam bardzo, ale to, że jakaś dziunia włożyła na galę żółte szpilki, albo jakiś goguś przyszedł sam a nie z kimś tam, ma dla mnie takie samo znaczenie jak to, czy teraz ósme źdźbło trawy podniosło się na trawniku pod moim blokiem czy jeszcze nie. Zapchaliśmy sobie głowy, jako ludzie myślący, gównem. Nic nie znaczącym gównem. I nawet nikt nas o zdanie nie pytał, czy tego chcemy, czy nie. Interesowało wielu wyłącznie to, czy mają słupki oglądalności, czy ktoś z ciekawości przełączył akurat kanał w telewizorze, żeby przez 5 minut popatrzeć na idiotów.

Życie przeniosło się do internetu. I pamiętam doskonale, że na początku można tam było znaleźć wiele informacji, cennych, potrzebnych, które uzupełniały wiedzę, jakiej media tradycyjne przestały nam zwyczajnie dostarczać. Szybko niestety, a nawet jeszcze szybciej, wiedza ta została przykryta kolejnym gównem. Jest go już tak wiele, że odnalezienie informacji potrzebnych czy wartościowych, ale nade wszystko prawdziwych, zajmuje dużo czasu. Masa fake newsów, głupot, żartów, memów, fałszywych profili i wszechobecnej manipulacji – przy jednoczesnym ograniczaniu wolności wypowiedzi, którą jeszcze do niedawna właśnie gwarantował internet. Teraz mamy właśnie durną papkę, zamiast tego, co faktycznie człowiek myślący potrzebuje.

Nie wiem do czego to wszystko zmierza. Ale jeśli ludzie zaczynają unikać portali społecznościowych, zaczynają szukać innych platform, na których można spokojnie lub mniej spokojnie, ale jednak prowadzić dialog, dzielić się swoimi przemyśleniami, to chyba po coś to wszystko się dzieje. Dlaczego nie mogę napisać, że dewiant jest dewiantem? Dlaczego nie mogę napisać, że złodziej jest złodziejem, albo że kłamca jest kłamcą? Dlaczego? Dlaczego i z jakiego powodu nie mogę powiedzieć co naprawdę sądzę o postępowaniu Żydów wobec Polaków? Dlaczego mogę przeczytać i napisać kawały o blondynkach, ale o gejach już nie. Dlaczego mogę śmiać się z kawałów w sieci o Rosjanach i Chińczykach, ale o Żydach już nie? Dlaczego bez żadnego problemu zamieszczę zdjęcie z podobizną Che Guevary lub Stalina, ale Hitlera już nie? Dlaczego jak zamieszczę film z bojówkami antify to nie zostanie skasowany, ale z narodowcami już tak?

Mogę tak wymieniać jeszcze bardzo długo i zadawać kolejne pytania, na które myślę, że większość z czytających, zna odpowiedź. Smutne jest tylko to, że dożyliśmy takich czasów, gdzie coraz trudniej jest znaleźć coś wartościowego i gdzie coraz trudniej wyrażać jest własne myśli i poglądy. Zauważyłam, że zaczynam kombinować, bawić się grą słów, żeby napisać, to co naprawdę myślę. Bo moje prawdziwe myśli nie przepuści Google, albo Facebook czy inny Youtube. To bezduszne urządzenia i nowinki techniczne, w pogoni za odbiorcą, decydują o tym, co mogę i czego nie mogę. Co powinnam a czego nie powinnam. To oni dali mi narzędzia do użytku, których tak naprawdę nie pozwalają używać zgodnie z założonym przeznaczeniem. Tak samo jak telewizja produkująca programy, nie daje mi możliwości zabierania głosu i zmusza mnie do oglądania idiotów, bo tylko to właściwie ma mi do zaproponowania już od dawien dawna.

W internecie mamy zgromadzoną całą, albo przynajmniej większą część wiedzy świata od momentu jego powstania. Tyle informacji na każdy temat, tyle można się z niego dowiedzieć, pytać i polemizować z innymi… to w założeniu. W praktyce zostaje nam coraz częściej oglądanie psów i kotów oraz zdjęć i filmików z robienia ciasteczek. Dusi mnie to i myślę po cichu, że dusi to też coraz więcej osób.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)

Zostało nam oglądanie kotów komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na fakty.bialystok.pl