Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jak moja poprzedniczka oraz imienniczka Marta, również najbardziej lubiłam ową "Calineczkę". Zazwyczaj była czytana w zimowe wieczory przez moją babcię, która potrafiła magicznym kubkiem mleka z miodem i ciepłą kołdrą stworzyć baśniową atmosferę, dzięki której czułam się tak maleńka jak bohaterka. Owa baśń,jak dla mnie ukazuje, że ważna jest przyjaźń, miłość rodziców czy bliskich oraz to, że uroda może być przekleństwem, gdzie mam nadzieję, tylko na pozór, ludzie przywiązują do niej dość dużą uwagę. Wydaje mi się, że to połączenie "Calineczki" i mojej babci ukazało mi te ważniejsze strony życia, już od najmłodszych lat :)).
Moje wspomnienie sięga początków podstawówki: Stara, drewniana, niewielka szkoła. Po jednej klasie rocznikowej: od zerówki do trzeciej klasy. Biblioteczka zlokalizowana w jednej z sal lekcyjnych, w komodzie, na kilku półkach dosłownie. I ja, uczennica z wielkim zapałem do czytania (nauczyłam się czytać dopiero w pierwszej klasie). Pamiętam, że przeczytałam każdą książkę. Niektóre to pewnie i z kilka razy. Ciekawość dziecka nie zna granic. Nie wie też, co to nuda. Którą baśń pokochałam najbardziej? "Calineczkę". Dlatego, że główna postać była dziewczynką, delikatną i kruchą, ale również i dlatego, że częściowo się z nią utożsamiałam (pewnie przez kolor włosów). Dziś chciałabym przekazać miłość do pięknych opowieści synkowi. Ale jak to próbujący stawiać na swoim uparty 3-latek: woli opowieści o samochodach :)
ja pamiętam jak obejrzałam Akademie Pana Kleksa i była scena z Andersenem i dziewczynką z zapałkami. wtedy jako dziecko serio myślałam ze biedne dziewczynki na każdym rogu sprzedają zapałki...
no to gramy :D
Bardzo romantyczna historia :)
Baśnie Andersena kojarzą mi się z sobotnimi wieczorami u dziadków, kiedy to jedno z nich siadało przy moim łóżku z książką i czytało. Najbardziej lubiłem bajkę "Nowe szaty cesarza", bo rozbawiało mnie jej zakończenie. Babcia zawsze po przeczytaniu tej baśni upominała żebym pamiętał, że to nie szata zdobi człowieka :) Wygląda na to, że spektakl po części nawiązuje do mojej ulubionej baśni, bardzo chciałbym go zobaczyć :)
Każdy się wstydzi bajkowych wspomnień z dzieciństwa! Ja też!
Jak moja poprzedniczka oraz imienniczka Marta, również najbardziej lubiłam ową "Calineczkę". Zazwyczaj była czytana w zimowe wieczory przez moją babcię, która potrafiła magicznym kubkiem mleka z miodem i ciepłą kołdrą stworzyć baśniową atmosferę, dzięki której czułam się tak maleńka jak bohaterka. Owa baśń,jak dla mnie ukazuje, że ważna jest przyjaźń, miłość rodziców czy bliskich oraz to, że uroda może być przekleństwem, gdzie mam nadzieję, tylko na pozór, ludzie przywiązują do niej dość dużą uwagę. Wydaje mi się, że to połączenie "Calineczki" i mojej babci ukazało mi te ważniejsze strony życia, już od najmłodszych lat :)).
Moje wspomnienie sięga początków podstawówki: Stara, drewniana, niewielka szkoła. Po jednej klasie rocznikowej: od zerówki do trzeciej klasy. Biblioteczka zlokalizowana w jednej z sal lekcyjnych, w komodzie, na kilku półkach dosłownie. I ja, uczennica z wielkim zapałem do czytania (nauczyłam się czytać dopiero w pierwszej klasie). Pamiętam, że przeczytałam każdą książkę. Niektóre to pewnie i z kilka razy. Ciekawość dziecka nie zna granic. Nie wie też, co to nuda. Którą baśń pokochałam najbardziej? "Calineczkę". Dlatego, że główna postać była dziewczynką, delikatną i kruchą, ale również i dlatego, że częściowo się z nią utożsamiałam (pewnie przez kolor włosów). Dziś chciałabym przekazać miłość do pięknych opowieści synkowi. Ale jak to próbujący stawiać na swoim uparty 3-latek: woli opowieści o samochodach :)
ja pamiętam jak obejrzałam Akademie Pana Kleksa i była scena z Andersenem i dziewczynką z zapałkami. wtedy jako dziecko serio myślałam ze biedne dziewczynki na każdym rogu sprzedają zapałki...