Jest taka gmina w Polsce, która liczy praktycznie tyle samo mieszkańców co ma kilometrów granicy z Białorusią. Chodzi o Krynki, w których mieszka 2,5 tysiąca mieszkańców i ma 2,5 kilometra granicy z Białorusią. Ale w Krynkach jest coś jeszcze i to naprawdę warto zobaczyć – rondo. Jest wyjątkowe, bo to największe rondo w Polsce.
Jeśli chodzi o powierzchnię ronda, nie są to imponujące rozmiary. Ale jeśli policzyć uliczki, które do niego biegną i wychodzą, to już zdecydowanie tak. Co więcej, to rondo jest zielone, więc nie jest zbudowane po tym jak Polska weszła do Unii Europejskiej, ale powstało po wielkim pożarze, który miał miejsce pod koniec XVIII wieku. Wówczas Józef de Sacco, włoski architekt i urbanista, na zlecenie ówczesnego właściciela Krynek stworzył to miasto praktycznie od zera. I wtedy zapadła decyzja, że Krynki zostaną odbudowane w oparciu o rynek w kształcie sześciokąta.
I co? To, że w centrum Krynek wybudowane zostało rondo, od którego promieniście rozchodzi się aż 12 ulic i uliczek. W środku ronda zaś znajduje się rynek. I tu ciekawostka, ponieważ na świecie istnieje tylko jedne takie rondo jak w Krynkach. Gdzie? W Paryżu. A dokładniej chodzi o plac Charles-de-Gaulle w Paryżu. Z niego też odchodzi 12 alei, a pośrodku, także na rynku, usytuowany jest Łuk Triumfalny. W Krynkach akurat Łuku Triumfalnego nie ma, ale obecnie jest tam pomnik poświęcony odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku.
Rondo w Krynkach nie jest łatwym rozwiązaniem dla kierowców, zwłaszcza tych przyjezdnych. Na szczęście dobre oznakowanie, pozwala się nie zgubić, tylko wyjechać w stronę, którą trzeba pojechać. Co ciekawe, sami mieszkańcy też nie zawsze jadą jak trzeba. Choć oni głównie skracają sobie przejazd do innej części miasteczka… naginając przepisy ruchu drogowego.
Prawdopodobnie w Paryżu przy rondzie mieszka nawet więcej ludzi niż w całej gminie Krynki. Ale to w czym Krynki górują, to na pewno spokój i powolniejsze tempo życia. I to jest coś, po co na pewno warto przyjechać, aby zobaczyć to unikalne w świecie rondo i spędzić na miejscu trochę czasu. Bo jest gdzie zamieszkać i jest gdzie zjeść pyszne potrawy regionalne. I kolejny raz sprawdza się w tym przypadku powiedzenie, cudzie chwalicie, swego nie znacie. Bo po co jechać do zatłoczonego Paryża na rondo, skoro można do spokojnych Krynek?
(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Zdjecia: Foto: Fakty Białystok)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.