Wydawałoby się, że czego jak czego, ale zapałek to w tym domu nie zabraknie nigdy. – Czasami trzeba coś podpalić, a tu wszystkie mają ścięte łebki – śmieje się Piotr Kotyński.
Jego pasją jest wykonywanie prac z zapałek. W jego pokoju jest pełno „zapałczanych” obrazów.
– Ostatnio pracowałem nad przeniesieniem na deskę słynnej sceny z filmu „Titanic”. Grany przez Leonardo di Caprio Jack Dawson rysuje swą ukochaną Rose, leżącą nago na łóżku. Zrobiłem szkic, ale kiedy zacząłem przyklejać zapałki, okazało się, że jej twarz jest zbyt okrągła. Będę musiał zacząć wszystko od nowa. Kate Winslet obraziłaby się za taką wizję jej osoby – mówi artysta.
Zapałkami okleja też kuferki, stoliki itd. W domu zrobił sobie nawet „zapałczany” sufit. Najbardziej jednak lubi pracować nad obrazami, które pokazują, co mu w duszy gra.
– Pierwszy powstał trzynaście lat temu. Do dziś mam go na ścianie. Widzimy na nim nietoperza, który leci do dwóch panien. Jedna z nich wisi na drzewie, druga jest przywiązana do pala. Ten nietoperz to ja, a te nieszczęśnice to kobiety, które kiedyś mnie nie chciały – opowiada Kotyński.
Nietoperze, gorsety i meczet
Już w swojej pierwszej pracy, oprócz zapałek, użył też innych materiałów. Nietoperz ma skrzydła wykonane z szyszkowych łusek. Kolumny to zaś patyczki po lodach. – Najdziwniejszym materiałem, jakiego kiedykolwiek użyłem, była nitka do wyszywania. Zrobiłem z niej gorset dla baletnicy. Miło tego nie wspominam. Nitka ma to do siebie, że ciężko się ją układa. Często się też rozdwaja. Musiałem mieć sporo cierpliwości, by dokończyć obraz – tłumaczy.
W swoich pracach używa też przeróżnych produktów spożywczych typu kasza manna, kasza gryczana, mak czy makaron. Na przykład obraz meczetu w Kruszynianach zrobił wykorzystując poza zapałkami m.in. kaszę gryczaną (drzewo), kaszę mannę (tło) i – uwaga – wysuszoną miętę z wypitej herbaty (trawa).
Co do tematyki jego prac, dominują w nich motywy biblijne i kobiece. – Czym byłoby nasze życie bez kobiet? Co do inspiracji religijnych, to przychodzą one dość naturalnie. Mieszkamy w takim regionie, że dookoła są świątynie i święte obrazy. Pracuję właśnie nad Matką Boską Karmiącą. W przyszłości zamierzam zająć się kościołem św. Piotra i Pawła w Okrzei. To w tej świątyni został ochrzczony Henryk Sienkiewicz – mówi Kotyński.
Swego czasu sporo jeździł po województwie i okolicach. Fotografował ciekawe miejsca, by później przenosić je na deski. – Zawszę robię też fotografie po zakończeniu określonego etapu prac nad daną rzeczą. W mojej kolekcji można więc znaleźć zdjęcia pokazujące wstępny szkic, nanoszenie poszczególnych elementów i ostatecznie – efekt finalny – wyjaśnia.
Trudy tworzenia
Wszystko zaczyna się od naszkicowania tego, co ma się znaleźć na obrazie (który tworzony jest na desce lub płótnie malarskim). Później następuje barwienie zapałek. – Ścinam łebki, po czym wrzucam je do barwnika. Często używam tzw. cebulnika. Zbieram obierki z cebuli, wkładam je do garnka z wodą, a potem gotuję. Zanurzone w wywarze zapałki barwią się na różne odcienie, w zależności od tego, jak długo trzymam je w garnku. Biorę sitko do frytek i sprawdzam, czy barwa jest odpowiednia. Raz potrzebuję jaśniejszych, a raz ciemniejszych materiałów – tłumaczy artysta.
Zabarwione w ten sposób zapałki przyklejane są do deski. Czasami pan Piotr używa też pędzla, by pomalować np. makaron, czy zrobić tło z akwareli.
– Efekt finalny nigdy nie oddaje szkicu. W trakcie pracy często coś zmieniam i dodaję – podkreśla.
Gotowe już obrazy zasilają jego kolekcję lub trafiają do znajomych. Jeżeli są Państwo zainteresowani kupnem bądź obejrzeniem jego prac, artysta zaprasza do siebie. Mieszka w Wasilkowie przy ul. Wojtachowskiej 10.
Komentarze opinie